Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gość. Pokaż wszystkie posty

13 maj 2012

[gość] Nissan -> Renault

Wymieniając kurtuazyjne maile z przyjacielem z dawnych lat zadałem pytanie, jak sprawuje się niedawny nabytek, czyli Renault Grand Scenic zakupiony po okrutnie długim użytkowaniu Nissana Almery. Otrzymałem odpowiedź, która tak mnie urzekła - zarówno stylem, jak i treścią - że poprosiłem o zgodę na jej publikację. Dzięki uprzejmości autora czytelnicy bloga również mogą docenić - i ocenić - trafność spostrzeżeń dotyczących produktu francuskiej myśli technicznej.

Jako zatwardziały sympatyk (pół)produktów motoryzacji japońskiej (przez dziesięć lat jeździłem wyłącznie japońcami ;)), jednocześnie zdecydowany przeciwnik vanów i podwyższanych kombiaków, i wyznawca zasady że samochód to jeździ na benzynę, zachowałem się konsekwentnie i nabyłem francuskiego vana z silnikiem wysokoprężnym :)

Mimo że od zakupu minęło już parę miesięcy, to ciągle jestem zadowolony. Duże auto ma swoje zalety, ostatnio nawet skorzystałem z dodatkowych foteli. Całkiem fajnie jeździ po zakrętach, spodziewałem się że będzie się dramatycznie przechylać, tymczasem nic takiego się nie dzieje, nawet gdy dociążone. Jest duży margines bezpieczeństwa, czuć, że można szybciej, przeszkadza jedynie zbyt silne wspomaganie. Silnik (1.9 dci) bardzo dobrze sobie radzi z ważącym prawie 1.6 tony molochem. Dizel mógłby być cichszy, zanim się rozgrzeje słyszę dźwięki przypominające młockarnie, po rozgrzaniu ok, poza tym silnik ma dość wysoką kulturę pracy. Mógłby palić trochę mniej (wg kompa, który trochę zawyża, trasa jadąc spokojnie 6,2 normalne 7, miasto do 9), gabaryty i gorsza aerodynamika robią swoje. To i tak mniej niż Almerka. Elektroniczna klima, pełna elektryka, handsfree, całkiem niezła navi, wszytko fajnie zintegrowane, ciągle działające bezproblemowo, a przecież to francuskie auto i ma już ponad rok! Poza tym, relaksująca pozycja, wygodne fotele, bardzo duża ilość miejsca z tyłu, gigantyczny bagażnik, to wszystko przekłada się na wysoki komfort podróżowania, nie tylko dla kierowcy. Normalnie aż chce się jeździć.

7 mar 2012

[gość] Okiem pragmatyka, część druga

Kolejna notka gościnna. Tym razem z. opisuje trzy kompaktowe kombi oraz jeden samochód z zupełnie innej bajki.

W poprzedniej notce wspomniałem, że będzie o Golfie. No to jako, że nie rzucam słów na wiatr, oto Golf VI Variant. Będzie pierwszym tu opisanym samochodem służbowym którym miałem okazję jeździć w ostatnim roku. Trzy pozostałe w dalszej części.

Volkswagen Golf VI Variant
VW – Das Auto. I przyznam temu sloganowi rację, a co! Bo tylko tak jestem w stanie skomentować jego stylistykę. Przechodząc płynnie na wnętrze, wszystko jest na swoim miejscu, łatwo się odnaleźć. Nie można się przyczepić również do materiałów, które są miłe w dotyku w tych miejscach, gdzie powinny. Naprawdę ciężko cokolwiek więcej napisać – po prostu tak powinno być w każdym aucie. Nawet designersko wiele rzeczy (np. zegary) poprawiono w stosunku do V. „Dupy nie urywa”, ale może być – jest miło. Chociaż jest jedno ale, muszę przyczepić się do intuicyjności: znalezienie sposobu na podłączenie telefonu zajęło mi kilka godzin, ponieważ wszystkie instrukcje dostępne w schowku kazały wciskać przycisk z symbolem Bluetooth, którego po prostu nie było (podobno w lepszych wersjach wyposażeniowych jest lepiej – tu trzeba było wiedzieć, że można podłączyć telefon tylko w minutę po przekręceniu kluczyka).

Zachowanie auta na drodze jest lepsze niż poprawne - zawieszenie jest ciche, podczas jazdy sprawia wrażenie stabilnego i pewnego w prowadzeniu.
Silnik – 1.6 TDI 90KM ze skrzynią 5-cio biegową – wigoru nie ma w ogóle, jest głośniejszy od Megane, ale pali mniej. Nie pasuje też do wagi tego samochodu (1377kg), więc nie dziwne, że się nim nie chwalą w katalogach. Równie złe wrażenie sprawia topornie chodzące sprzęgło, miałem wrażenie, że czuję jak każde kółko zębate przenosi drgania w jakiś sposób na pedał sprzęgła. Odnotuję w tym miejscu „szacun” dla konstruktorów za odwagę i procedurę startową przy takim silniku i skrzyni (wg mnie to czysty przypadek i ktoś chyba zapomniał, że trzeba ją zablokować w programowo).

Przedłużać nie będę, VW Golf wyznacza wzór funkcjonalności, od którego powinno się wychodzić projektując samochód. Ale brakuje w nim jakichkolwiek emocji, magicznej więzi łączącej samochód z kierowcą. Dawno nie jeździłem tak nudnym, a jednocześnie tak praktycznym samochodem. Czy jest lepszy od Megane? Na pewno nie w tej wersji.

Jeszcze mniej przemyśleń mam związanych z kolejnym samochodem mimo, że jeździłem nim znacznie dłużej i - ciekawostka - testowałem aż trzy egzemplarze o identycznych parametrach i wyposażeniu, jednak o przebiegach odpowiednio 190, 120 i 50 kkm. Oprócz różnych zapachów w środku niewiele się różniły.

Toyota Corolla Kombi 2009 rok 1.4 D4D 90KM.

Uwagę zwraca mniej miejsca niż w poprzednich dwóch opisywanych samochodach. Wyposażenie wnętrza jest raczej ascetyczne, ale są elektryczne szyby i klimatyzacja. Materiały… zaraz zaraz... jakie materiały? ;) Tylko twardy czarny plastik. Najciekawszą opcją jest dogrzewanie silnika, które ma niezależne zasilanie i pozwala szybciej osiągnąć odpowiednią temperaturę roboczą. Będąc przy silniku, jest on żywszy od Golfa i w ogóle go nie słychać. Ma się wrażenie jazdy samochodem napędzanym benzyną.
Zwrócę uwagę na zasadniczy minus – prowadzenie. Daleko Corolli Kombi do stabilności Golfa i Megane, oj daleko. Nie… takiego samochodu raczej bym nigdy nie kupił.

Co innego kolejny przedstawiciel klasy robotniczej - Ford Focus Kombi 2009 1.6 TDCi 110KM.

Samochód zwraca na siebie uwagę głównie o wiele ciekawszą stylistyką niż dwa poprzednie. Ze wszystkich dziś opisywanych samochodów zdecydowanie najbardziej do mnie trafia. Dynamiczne linie pozwalają myśleć, że samochód jest szybszy niż w rzeczywistości. Po wnętrzu widać, że to bezpośredni konkurent Golfa. Materiały przedniej jakości, z wyjątkiem za bardzo plastikowych przycisków. Nie wiem jak to zdefiniować, może że za dużo jest plastiku w plastiku? Niestety to, że jest to rywal dla VW, widać również po braku fantazji przy projektowaniu kokpitu. Dominuje szarość i brak jest designerskich smaczków.

Ha! Właśnie wyobraziłem sobie szalonego mechanika, który wziąłby wnętrze Golfa VI i włożył do Focusa II – byłaby to naprawdę ciekawa propozycja na rynku. Chociaż patrząc na foldery reklamowe najnowszej generacji Focusa uważam, że producent wyciągnął wnioski i poszedł dobrą drogą, jeśli chodzi o wnętrze.

O silniku nie będę się rozpisywał, bo to bardzo dobrze znana z PSA i jeszcze kilku innych marek jednostka (nawet w MINI ją wkładali!)

Podsumowując, czy Focus jest lepszy od Megane? Nie. Lepszy od Golfa? Nie wiem. A od Corolli? Tak.

Na sam koniec zostawiam sobie „rodzynka” - i-Miev 2011 Electric

Najlepiej określiłbym go jako gadżeciarskie C1/Aygo/107 na prąd. Blacha w środku przeraża, materiały wołają o pomstę do nieba, półka z tyłu stuka na każdej nierówności. Za to można się czuć eko zamarzając w zimę w korku – bo przecież po włączeniu ogrzewania zasięg samochodu spada o połowę (klimatyzacja nie jest tak prądożerna!). Dodam tylko, że z tego co się dowiedziałem, akumulatory kosztują 80kPLN i mają być wymieniane co dwa lata. Największą abstrakcją jednak jest to, że samochodu nie mogę „zatankować” w publicznych miejscach do ładowania (np. pod moim domem stoi budka RWE), bo wtyczka nie jest kompatybilna.


F-komentarz: Kilkoma Volkswagenami w życiu jeździłem i zgadzam się z ogólną konkluzją, że Golf jest poprawny i solidny, ale jednocześnie nudny i ciężko z nim wytworzyć jakąkolwiek więź. Podejrzewam, że lepiej przyprawione wersje, np GTI czy R, wyzwalają dużo więcej emocji, ale tego nie było dane mi sprawdzić. Pamiętam natomiast, że standardowa kierownica (tj. niepokryta skórą) nie jest zbyt miła w dotyku, co zaburza niezłe wrażenie wywołane przyzwoitą jakością plastików we wnętrzu.

Na temat Corolli się nie wypowiem, bo chyba nigdy nie miałem okazji prowadzić żadnego egzemplarza. Natomiast w tym miejscu przypomina mi się Toyota Corolla siódmej generacji (E10), którą zdarzało mi się jeździć w czasie studiów w roli pasażera, a która była wspaniałym przykładem japońskiej inżynierii z lat dziewięćdziesiątych - okropnie nudna z zewnątrz i wewnątrz, ale jednocześnie niesamowicie niezawodna. Patrząc na obecne Toyoty mam wrażenie, że przynajmniej ta pierwsza cecha ciągle pozostaje głównym założeniem dla japońskich konstruktorów (nie dotyczy iQ oraz GT86, ale pierwsza raczej kiepsko się sprzedaje, a drugiej jeszcze nie ma w cennikach).

Nieco więcej doświadczeń mam z Focusami. I potwierdzam, że to może być godny rywal dla Golfa. Niestety także w kategorii "nuda", bo zarówno wygląd zewnętrzny jak i design wnętrza w drugiej generacji do szczególnie efektownych nie należą. Na szczęście jest to z nawiązka rekompensowane przez pozostałe przymioty, jak funkcjonalność czy jakość wykonania.

Samochody elektryczne zasługują na osobną notkę (która pewnie nigdy nie powstanie, bo mam coraz mniej czasu na pisanie bloga), ale jasnym jest, że to ciągle raczkująca technologia i przykład wtyczki bardzo dobrze to obrazuje. Podejrzewam, że za kilka lat pojawi się zestandaryzowana infrastruktura, technologia nieco dojrzeje i widok elektrycznego samochodu, szczególnie w centrach miast, nie będzie niczym niezwykłym. Niemniej obecnie można to nadal traktować jak egzotyczną ciekawostkę.



Źródło fotki i-Mieva: www.t-mobile-trendy.pl

10 sty 2012

[gość] Okiem pragmatyka, część pierwsza


Dzisiaj przedstawiam pierwszy wpis z cyklu notek gościnnych zapowiedzianych w podsumowaniu zeszłego roku. Autorem notki jest mój serdeczny przyjaciel oraz niezastąpiony kompan w wielu motoryzacyjnych wyprawach. W imieniu autora proszę o konstruktywną krytykę w komentarzach - nie konstruktywna też może być, ale tę proszę raczej kierować bezpośrednio do mnie ;-)


Od dawna się odgrażałem F, że napiszę notkę motoryzacyjną o samochodach z mojej perspektywy. Wprawdzie nie będzie to, jak zamierzałem, o kupnie i sprzedaży samochodów, co w moim przypadku można uznać za hobby i co miało być tematem przewodnim moich wypocin. Zamiast tego opowiem o pojazdach, których pedał gazu przewinął się pod moją stopą podczas ostatniego roku. Dlaczego? Bo w ilości samochodów, którymi jeździłem, przebiłem samego F, który był ewidentnym liderem w tej dziedzinie w 2010 roku. Clou wpisów na blogu F-cars będzie przyznanie nagród w prywatnych kategoriach. Mam nadzieję, że F będzie chciał dodać coś od siebie zarówno do moich opisów jak i nagród.

Najpierw założenia: Przyznam nagrody wśród samochodów, którymi przejechałem > 500km lub jeździłem minimum 1 tydzień, o innych tylko wspomnę.

No to zaczynamy: czyli część pierwsza (samochody konkursowe), akt pierwszy, najdłuższy.

Megane 1.5dci 110KM 5dr 2009

Pierwsze moje podejście do Renault i chyba nie skłamię, jak powiem, że udane. I od zalet zacznę. Wygląd jest kwestią gustu, ale według mnie samochód wyróżnia się in plus wśród tłumu, szczególnie na 17” felgach - ujmę to stwierdzeniem "dynamiczny wygląd". Wnętrze jest świetnie wykonane, wszystko ładnie spasowane, plastiki miękkie (z jednym wyjątkiem, ale o tym później), konsola dość ładna. Co dla mnie jednak najważniejsze, kierownica rewelacyjnie leży w dłoni, jest nie za duża, a skóra użyta do obszycia w sam raz. Sama jazda jest przyjemna, układ kierowniczy zadziwiająco bezpośredni jak na francuza, a hałasy zewnętrzne dobrze wyciszone. Siedzenia są wygodne, takie w sam raz. Z tyłu natomiast mogłoby być trochę więcej miejsca.

Silnik to najnowsza edycja 1.5 dci 110KM – czyli 105KM po poprawkach - jest wystarczająco dynamiczny do jazdy po mieście i poza nim. No chyba, że chcemy się ścigać ;) Z poprawkami w najnowszym silniku dołożyli też filtr cząstek stałych FAP w celu spełnienia normy Euro5. Potrafi on wpłynąć na spalanie, szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę tylko jeden odcinek trasy. Sumarycznie jednak spalanie z całego baku wypada na przyzwoitym poziomie ok. 7 litrów w mieście (Warszawa, korki), a w trasie można zejść poniżej 6 litrów przy prędkości 130km/h na tempomacie na autostradzie. Mój osobisty rekord to do Włoch na narty i z powrotem przy spalaniu 5,5l/100km. Oczywiście tempomat 130km/h i autostrady, ale należy pamiętać, że gdzieś po drodze była Polska i 200km po górach. Dla chętnych, o anielskiej cierpliwości, tempomat 90km/h i można zejść poniżej 4l/100km ;)

Krótko o krótkiej skrzyni: ma tyle samo przeciwników jak i zwolenników. Ja nie stanę po żadnej ze stron: - trzeba się namachać; + jak dobrze dobierzemy bieg jest efektywniej.

Bardzo mało można francuzowi zarzucić, ale temu, kto obciął koszty przy wyborze materiałów dla uchwytu w drzwiach, obciąłbym co innego. Jest to element, którego się dotyka za każdym razem i za każdym razem słychać trzask plastików. Poza tym ergonomia trochę leży (strasznie duża ilość przycisków przy kierownicy do obsługi radia i telefonu), ale da radę się przyzwyczaić. Kolejny minus, jak już jesteśmy przy radiu, należy się jego oprogramowaniu, które powoduje zawieszanie się przy współpracy przez Bluetooth z telefonami opartymi o system Android.

Konkluzja: Fajny samochód klasy kompakt, bardzo uniwersalny, dobra relacja wyposażenia/jakości do ceny. Widać, że Francuzi się postarali i chcą zamknąć usta malkontentom. Ale czy okaże się lepszy od wzorca w tej klasie - VW Golfa? O tym w następnej notce.


P.S. Notka miała skończyć się zdaniem: "Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy" - no i ciekawe co to znaczy patrząc na mnie... zaczynałem rok w Megane i w Megane rok skończyłem. Tak jednak nie będzie, bo życie jednak weryfikuje wiele spraw i rok 2011 skończyłem w Seicento Evo 0.9 – samochodzie, który - ciekawostka - posiadam najdłużej i o dziwo jeszcze się nie rozsypał, mimo wielu prób. Chociaż może powinienem napisać, że kończę jako autostopowicz? Bo tak właśnie dotarłem do rodziny na święta – ja, człowiek, który w 2011 jeździł dziewiętnastoma samochodami i skuterem :P


F-komentarz: Jak być może uważni czytelnicy pamiętają, mniej więcej dwa i pół roku temu przymierzałem się do Megane 3dr z silnikiem benzynowym. Wtedy po długich poszukiwaniach zdecydowałem się na Abartha i dziś wybrałbym tak samo. Ale jeśli ktoś szuka kompaktu za rozsądną cenę, to Megane może być naprawdę dobrym wyborem. Budzi zdecydowanie większe zaufanie niż samochody z Włoch, a jest znacząco tańsze od niemieckiej konkurencji. Dodatkowo w przypadku samochodu używanego prawdopodobieństwo, że Megane było wykorzystywane przez "młodego i gniewnego" do upuszczania nadmiaru testosteronu jest dużo mniejsze niż w dla Abartha.

Okazuje się też, że z. zwrócił uwagę na zupełnie inne kwestie niż ja. Wynika to zapewne z możliwości dłuższego obcowania z autem, bo przecież przez ponad rok niemalże codziennego użytkowania można dostrzec dużo więcej niż w czasie krótkiej jazdy testowej. Ale chyba nie skłamię, jeśli napiszę, że priorytety i upodobania też mamy różne, żeby wspomnieć jedynie wybór silnika, gdzie z. stawia na ekonomię (niemal cały akapit na temat spalania), a ja na szeroko rozumianą przyjemność z jazdy. Nie znaczy to oczywiście, że ja zupełnie nie zwracam uwagi na zużycie paliwa, a z. - na osiągi, po prostu co innego stawiamy na pierwszym miejscu. Jednak w ogólnej ocenie się zgodziliśmy. Jest to całkiem niezły samochód, chociaż nie pozbawiony drobnych wad.