Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VW. Pokaż wszystkie posty

7 sie 2014

Spotkane na autostradzie

Fajne dodatki nie zrobią z Sharana fajnego samochodu, ale mogą wywołać duży uśmiech na twarzy. To diabelskie logo sprawiło, że przez chwilę zastanawiałem się, czy da się to zamontować w którymś z moich pojazdów. Na szczęście się nie da :)

31 gru 2013

Podsumowanie 2013 (kontra 2012)

Nie da się ukryć, że w minionym roku mocno zaniedbałem bloga. Niewiele pisałem, bo niewiele też jeździłem, równie niewiele czytałem o motoryzacji i w ogóle niezbyt dużo czasu poświęcałem zagadnieniom motoryzacyjnym. A skoro nie dużo się działo, to nie było sensu na siłę szukać tematów. Co prawda powtarzające się problemy z jednym autem, jeszcze nie opisanym na blogu, przysparzały mi bólu głowy i odchudzały portfel, ale fakt ten raczej mnie do pisania nie zachęcał. Chyba jedyną zmianą na lepsze był powrót do dwóch kółek.

Jednak parę znaczących wydarzeń warto wspomnieć. Z nielicznych lektur motoryzacyjnych szczególnie w pamięć zapadła mi autobiografia Sebastiena Loeba. Nie z powodu barwności języka, czy lekkości pióra - tu akurat Sebastien nie ma się czym pochwalić, ale jego historia jest wspaniałym przykładem, że nie trzeba poddawać się despotycznym rodzicom (vide Lewis Hamilton, czy siostry Radwańskie), ani katować się treningami od najmłodszych lat (choć akurat Loeb na treningi chodził, tyle że gimnastyczne). Można przerwać edukację i palić trawę na komisariacie, a mimo tego trafić na szczyt i pozostać tam wiele lat. Wystarczy nie rezygnować ze swojej pasji. Aha, trzeba też mieć olbrzymi talent i jeszcze więcej szczęścia. W każdym razie książkę polecam nie tylko fanom rajdów samochodowych. (Z książek niemotoryzacyjnych mogę zarekomendować Viper Pilot F-16.) Polecam też film Rush, polski tytuł Wyścig, który moim zdaniem jest najlepszym filmem o tematyce motoryzacyjnej od wielu lat (tak, jest lepszy od Cars ;)).

Wracając do samochodów, dużą zmianą było pozbycie się jednego auta. Tiguana oddałem bez żalu, acz nie bez wahania. I do tej pory nie mogę się przyzwyczaić do braku samochodu pod domem. Wymaga to więcej planowania, i co chyba najbardziej mnie zaskoczyło, wymusza zwracanie większej uwagi na pogodę za oknem.

W statystykach rok 2013 wypadł nieco gorzej od 2012. Jako kierowca jeździłem tylko sześcioma samochodami (w 2012 - dwunastoma), w tym tylko jednym dieslem (w 2012 - trzema). Samochody miały moc od 77KM do 358KM (w 2012 75KM - 349KM). Tylko jeden - Fiacik - był wolnossący, pozostałe miały turbinę, a jeden dodatkowo sprężarkę mechaniczną (w 2012 4 - wolnossące, 8 - turbo, 1 - turbo+kompresor). Połowa z sześciu tegorocznych samochodów była na F, ale żaden z nich nie był z Francji. Kolejne dwa samochody były na S, choć z Japonii. I byłoby pięknie, gdyby ten ostatni, którym jeździłem najwięcej, nie nazywał się Volkswagen ;) Co ciekawe to właśnie japoński produkt przyprawiał najwięcej zmartwień, podczas gdy auta na F i na V były bezawaryjne.

Zarówno w minionym, jak i poprzednim roku, byłem na Rajdzie Polski i na warszawskiej Barbórce. W 2012 roku byłem też na targach motoryzacyjnych w Genewie i w Paryżu oraz w fabryce Mazdy w Hiroszimie (muzeum raczej słabe, ale wizyta na linii produkcyjnej - niezapomniana). W 2013 odwiedziłem tylko jedną wystawę statyczną - Louwman Museum w Hadze, w zamian postawiłem na bezpośrednie doznania i wybrałem się na lotniska w Ułężu i Nowym Mieście nad Pilicą. Mam jednak niedosyt imprez motoryzacyjnych i w miarę możliwości postaram się to nadrobić w nadchodzącym roku.

No i tradycyjne zestawienie "naj" z nieco już zapomnianego roku 2012:
  • najfajniejsze auto: Subaru Impreza 2.5STI
  • najgorsze auto: Chrysler 300C
  • najmocniejsze auto: 349KM (STI)
  • najsłabsze auto: 75KM (Clio)
  • najfajniejsza trasa: w poprzek Gran Canarii (Clio)
  • najprzyjemniejsza trasa: z Zurychu do Genewy i z powrotem, częściowo jako pasażer (Tiguan)
  • najdłuższa trasa: ~620km po holenderskich i niemieckich autostradach (Tiguan)
  • najfajniejszy moto-gadżet: Intercooler Water Spray (STI)
A na koniec podsumowanie całkiem jeszcze świeżego 2013 roku:
  • najfajniejsze auto: Subaru Impreza 2.5STI
  • najnudniejsze auto: VW Tiguan 1.4TSI, na drugim miejscu z niewielką stratą uplasował się Ford Focus 1.6TDCi
  • najmocniejsze auto: 358KM (STI)
  • najsłabsze auto: 77KM (Punto)
  • najprzyjemniejsza jazda: Ułęż zimą (STI), na drugim miejscu Przełęcz Salmopolska, również zimą (również STI)
  • trasa z najładniejszymi widokami: pomiędzy ruinami Bagan na e-bike'u - nie wiem, czy to się zalicza do pojazdów mechanicznych, jeśli nie, to wygrywa dolina rzeki Kwai na Hondzie Click
  • najdłuższa trasa: ~480km (STI) - sieć dróg ekspresowych w Polsce, mimo że ciągle poszatkowana, naprawdę usprawnia jazdę

23 gru 2013

No more V-cars

Stało się, oddałem Tiguana. Od pewnego czasu prawie nim nie jeździłem. Przez ostatnie pół roku zatankowałem go chyba ze 3 razy, co najlepiej świadczy o znikomym przebiegu w tym czasie. Ale mimo tego wszystkie rozważania o pozbyciu się auta kończyły się konkluzją, że dobrze jest coś mieć "tak na wszelki wypadek". Jednak gdy po powrocie z ostatniego urlopu znalazłem w skrzynce dwa mandaty za złe parkowanie, miarka się przebrała. Pomimo mojej miłości do samochodów, w końcu rozsądek wziął górę i postanowiłem nie płacić więcej za coś, czego i tak nie używam.

I tym sposobem od listopada zostałem bez samochodu. Przynajmniej częściowo. Po pierwsze, w razie potrzeby mogę sobie coś wypożyczyć, a po drugie... w zeszłym roku kupiłem auto, o którym myślałem od czasu pierwszej przejażdżki turbo-boxerem człowieka z beżowego świata. Ale to jest historia na osobny wpis, który być może powstanie niedługo, a być może nigdy. W każdym razie za kierownicę ciągle siadam, choć nie tak często jak niegdyś.

Pozbyłem się jednak podstawowego środka transportu, mimo że Tiguan jako tenże środek sprawdzał się bardzo dobrze. Zapewniał przyzwoity komfort, a w razie potrzeby także duży bagażnik. Był
wystarczająco szybki, żeby się w nim nie męczyć, ale i dostatecznie wolny, żeby nie zbierać mandatów na pęczki. O ile pamiętam, w ciągu ostatnich dwóch lat mandaty dostałem jedynie za parkowanie i to nie za świadome stawianie na zakazie, czy trawniku. Po prostu jak auto więcej stoi niż jeździ, to czasem się zdarza, że skończy się pozwolenie na parkowanie zanim uda się odebrać nowe, albo znak zakazu pojawi się już po zaparkowaniu, jak to miało miejsce w czasie ostatniego urlopu.

W sumie przez dwadzieścia dwa miesiące przejechałem Tiguanem około dziesięciu tysięcy kilometrów, z czego znaczącą część w ciągu pierwszych trzech miesięcy po odebraniu. Potem jeździłem coraz mniej, a gdy w końcu doszło do tego, że nie zatankowałem przez trzy miesiące i ciągle było pół zbiornika paliwa, dojrzałem do decyzji, żeby się go pozbyć. Koniec, finito, ale show must go on. Także kończę pisanie, idę pojeździć. A jak odnajdę wenę, to może naskrobię parę słów o tym, czym jeżdżę. Chociaż coś czuję, że to będzie dopiero w nowym roku.


PS. Tytuł notki jest dość radykalny, ale naprawdę mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę jeździł samochodami na F, bądź na S, bądź na J, bądź na pozostałe 22 litery alfabetu, ale nie planuję wsiadać ani do Volvo, ani do Volkswagena, ani do Vauxhalla - po prostu chemii brak (nie licząc VXR8).

15 paź 2012

VW Tiguan - po prostu Das Auto

Często się zdarza, że mając gotowy temat, brakuje mi natchnienia do napisania notki. Jedną z takich zaległych notek jest opis mojego obecnego samochodu. Odebrałem go w styczniu i od tego czasu przejechałem nim około sześciu tysięcy kilometrów, ale cały czas brakowało mi impulsu, który by mnie zaprowadził przed klawiaturę. I dopiero opisując Jaguara Mk1 zorientowałem się, że jego osiągi są niemal identyczne z osiągami Volkswagena, którym teraz jeżdżę. Wtedy też zacząłem pisać tę notkę, ale w czasie wakacji nie jeździłem zbyt wiele, więc notka trafiła do zamrażarki. Jednak w końcu przyszła pora dokończyć recenzję.

Zacznijmy od wyglądu - koń jaki jest, każdy widzi - samochód jest niezbyt urodziwy, ale i nie odrzucający, po prostu typowy Volkswagen, który może się podobać, ale raczej nikogo nie zachwyci. Gdzież mu do aut francuskich czy włoskich?

Wnętrze - podobnie jak wygląd zewnętrzny - nie wzbudza zbyt wielu emocji, ani pozytywnych ani negatywnych. Pamiętam, że moją pierwszą reakcją było, że deska rozdzielcza jest wyjęta z Golfa Plusa i... chyba rzeczywiście jest, bo na zdjęciach wygląda identycznie. Ogólnie jakość materiałów jest niezła, ale ostatnio odpadła mi zaślepka od tylnego uchwytu na napoje. Bagażnik jest spory, chociaż trochę w nim brakuje haczyków na drobne zakupy. Za to po złożeniu foteli można do środka upchnąć rower i to bez zdejmowania przedniego koła, oczywiście z roweru, nie z Tiguana.

Samochód jest w wersji Comfort&Design, więc wyposażenie obejmuje niewiele ponad niezbędne minimum, tzn. elektryczne szyby we wszystkich drzwiach, tempomat, dwustrefową klimatyzację i fabryczną nawigację. Dotychczas nie byłem fanem wbudowanych nawigacji, ale zmieniłem zdanie. Najfajniejsze jest to, że nawigacja wie, gdzie jest, natychmiast po jej włączeniu. Nie trzeba czekać na znalezienie sygnału, można ustawić trasę w garażu podziemnym itp.
Ale najfajniejszym gadżetem jest system Park Assist, który rzeczywiście parkuje dość dobrze. Nie jest co prawda idealny i często parkuje zbyt daleko od krawężnika, ale ma tę zaletę, że jest powtarzalny i zawsze parkuje tak samo, w przeciwieństwie do kierowcy, który jak ma dobry dzień, to zaparkuje lepiej od automatu, ale jak ma dzień gorszy, to może trzy razy poprawiać, a i tak mu nie wyjdzie.

Przejdźmy jednak do tego, co ważniejsze, czyli do wrażeń z jazdy. Auto jest z silnikiem 1.4TSI 110kW (z turbo i kompresorem) i ręczną skrzynią biegów. Niestety z napędem na tylko na jedną oś, ale do jeżdżenia po asfalcie wystarcza. Przy czym spalanie w trybie mieszanym - pół na pół miasto i autostrady - wynosi około 8,5l/100km. Podstawowe parametry i osiągi wyglądają następująco:
Pojemność skokowa1390ccm
Max moc110kW (150KM)
Max moment obrotowy240Nm@1750-4000obr.
Skrzynia biegówsześciobiegowa
Przyspieszenie 0-100km/h9,6s
Vmax191km/h
Opony215/65R16

Pozytywnie zaskoczył mnie komfort i prowadzenie. Oczywiście nie ma mowy o precyzji prowadzenia Abartha, czy nawet A3, ale bałem się bujania i kanapowego zawieszenia, a tymczasem okazało się, że poza nieco niestabilnym zachowaniem przy zmianie obciążenia w zakrętach
auto prowadzi się nadzwyczaj pewnie. Podejrzewam, że zmiana opon z baloniastych szesnastek na osiemnastki lub nawet dziewiętnastki, które też są dostępne na liście akcesoriów, mogłaby znacząco poprawić zachowanie w zakrętach. Ale niewątpliwie odbyłoby się to kosztem innych atutów Tiguana - komfortu i łatwości wjeżdżania na krawężniki. Z tego ostatniego szczególnie często korzystałem na początku użytkowania, kiedy jeszcze nie do końca potrafiłem ocenić ilość miejsca potrzebną do zawracania, ale i teraz zdarza mi się z pełną premedytacją wjechać na krawężnik zamiast wrzucić wsteczny i zawrócić "na trzy", jak uczyli na kursie prawa jazdy :-P

Temat zawracania prowadzi mnie do pierwszej z drobnych wad. Samochód nie ma tradycyjnego hamulca ręcznego (tu mi się przypomina Megane coupe), w związku z tym nie ma żadnej
możliwości wykorzystania tego hamulca do zawracania. Można co prawda pociągnąć za tę małą dźwigienkę w czasie jazdy, ale uruchamiają się wtedy hamulce w przednich kołach!


Reasumując, niewątpliwie jest to najbardziej komfortowy samochód ze wszystkich, które do tej pory użytkowałem. Niestety wpisuje się też w obraz typowego Volkswagena - dobry samochód, niestety mocno wyprany z emocji. Ani design zewnętrzny, ani wnętrze nie wywołują szybszego bicia serca. Ciężko też oczekiwać emocji w półtoratonowym samochodzie o mocy 150KM. Ogólnie jednak jestem zadowolony z wyboru, bo pozwolił mi spojrzeć na SUVy z innej
perspektywy. Teraz lepiej rozumiem, dlaczego tak dużo ludzi wybiera SUVy zamiast aut klasy średniej. Wiem też, że to zdecydowanie nie jest dobry wybór dla mnie i mam nadzieję, że będzie mi dane powrócić do aut mniejszych i szybszych, dających dużo więcej radości z jazdy.

Jednak w następnej notce opiszę swoje wrażenia (czy też raczej kompletny brak wrażeń) z kilku jazd samochodami z wypożyczalni, będzie też o wspomnianym już wcześniej Chryslerze 300C.


PS. Pisząc dziś zakończenie tej notki wyszedłem na chwilę do sklepu, pod którym spotkałem... Jaguara Mark I.

7 mar 2012

[gość] Okiem pragmatyka, część druga

Kolejna notka gościnna. Tym razem z. opisuje trzy kompaktowe kombi oraz jeden samochód z zupełnie innej bajki.

W poprzedniej notce wspomniałem, że będzie o Golfie. No to jako, że nie rzucam słów na wiatr, oto Golf VI Variant. Będzie pierwszym tu opisanym samochodem służbowym którym miałem okazję jeździć w ostatnim roku. Trzy pozostałe w dalszej części.

Volkswagen Golf VI Variant
VW – Das Auto. I przyznam temu sloganowi rację, a co! Bo tylko tak jestem w stanie skomentować jego stylistykę. Przechodząc płynnie na wnętrze, wszystko jest na swoim miejscu, łatwo się odnaleźć. Nie można się przyczepić również do materiałów, które są miłe w dotyku w tych miejscach, gdzie powinny. Naprawdę ciężko cokolwiek więcej napisać – po prostu tak powinno być w każdym aucie. Nawet designersko wiele rzeczy (np. zegary) poprawiono w stosunku do V. „Dupy nie urywa”, ale może być – jest miło. Chociaż jest jedno ale, muszę przyczepić się do intuicyjności: znalezienie sposobu na podłączenie telefonu zajęło mi kilka godzin, ponieważ wszystkie instrukcje dostępne w schowku kazały wciskać przycisk z symbolem Bluetooth, którego po prostu nie było (podobno w lepszych wersjach wyposażeniowych jest lepiej – tu trzeba było wiedzieć, że można podłączyć telefon tylko w minutę po przekręceniu kluczyka).

Zachowanie auta na drodze jest lepsze niż poprawne - zawieszenie jest ciche, podczas jazdy sprawia wrażenie stabilnego i pewnego w prowadzeniu.
Silnik – 1.6 TDI 90KM ze skrzynią 5-cio biegową – wigoru nie ma w ogóle, jest głośniejszy od Megane, ale pali mniej. Nie pasuje też do wagi tego samochodu (1377kg), więc nie dziwne, że się nim nie chwalą w katalogach. Równie złe wrażenie sprawia topornie chodzące sprzęgło, miałem wrażenie, że czuję jak każde kółko zębate przenosi drgania w jakiś sposób na pedał sprzęgła. Odnotuję w tym miejscu „szacun” dla konstruktorów za odwagę i procedurę startową przy takim silniku i skrzyni (wg mnie to czysty przypadek i ktoś chyba zapomniał, że trzeba ją zablokować w programowo).

Przedłużać nie będę, VW Golf wyznacza wzór funkcjonalności, od którego powinno się wychodzić projektując samochód. Ale brakuje w nim jakichkolwiek emocji, magicznej więzi łączącej samochód z kierowcą. Dawno nie jeździłem tak nudnym, a jednocześnie tak praktycznym samochodem. Czy jest lepszy od Megane? Na pewno nie w tej wersji.

Jeszcze mniej przemyśleń mam związanych z kolejnym samochodem mimo, że jeździłem nim znacznie dłużej i - ciekawostka - testowałem aż trzy egzemplarze o identycznych parametrach i wyposażeniu, jednak o przebiegach odpowiednio 190, 120 i 50 kkm. Oprócz różnych zapachów w środku niewiele się różniły.

Toyota Corolla Kombi 2009 rok 1.4 D4D 90KM.

Uwagę zwraca mniej miejsca niż w poprzednich dwóch opisywanych samochodach. Wyposażenie wnętrza jest raczej ascetyczne, ale są elektryczne szyby i klimatyzacja. Materiały… zaraz zaraz... jakie materiały? ;) Tylko twardy czarny plastik. Najciekawszą opcją jest dogrzewanie silnika, które ma niezależne zasilanie i pozwala szybciej osiągnąć odpowiednią temperaturę roboczą. Będąc przy silniku, jest on żywszy od Golfa i w ogóle go nie słychać. Ma się wrażenie jazdy samochodem napędzanym benzyną.
Zwrócę uwagę na zasadniczy minus – prowadzenie. Daleko Corolli Kombi do stabilności Golfa i Megane, oj daleko. Nie… takiego samochodu raczej bym nigdy nie kupił.

Co innego kolejny przedstawiciel klasy robotniczej - Ford Focus Kombi 2009 1.6 TDCi 110KM.

Samochód zwraca na siebie uwagę głównie o wiele ciekawszą stylistyką niż dwa poprzednie. Ze wszystkich dziś opisywanych samochodów zdecydowanie najbardziej do mnie trafia. Dynamiczne linie pozwalają myśleć, że samochód jest szybszy niż w rzeczywistości. Po wnętrzu widać, że to bezpośredni konkurent Golfa. Materiały przedniej jakości, z wyjątkiem za bardzo plastikowych przycisków. Nie wiem jak to zdefiniować, może że za dużo jest plastiku w plastiku? Niestety to, że jest to rywal dla VW, widać również po braku fantazji przy projektowaniu kokpitu. Dominuje szarość i brak jest designerskich smaczków.

Ha! Właśnie wyobraziłem sobie szalonego mechanika, który wziąłby wnętrze Golfa VI i włożył do Focusa II – byłaby to naprawdę ciekawa propozycja na rynku. Chociaż patrząc na foldery reklamowe najnowszej generacji Focusa uważam, że producent wyciągnął wnioski i poszedł dobrą drogą, jeśli chodzi o wnętrze.

O silniku nie będę się rozpisywał, bo to bardzo dobrze znana z PSA i jeszcze kilku innych marek jednostka (nawet w MINI ją wkładali!)

Podsumowując, czy Focus jest lepszy od Megane? Nie. Lepszy od Golfa? Nie wiem. A od Corolli? Tak.

Na sam koniec zostawiam sobie „rodzynka” - i-Miev 2011 Electric

Najlepiej określiłbym go jako gadżeciarskie C1/Aygo/107 na prąd. Blacha w środku przeraża, materiały wołają o pomstę do nieba, półka z tyłu stuka na każdej nierówności. Za to można się czuć eko zamarzając w zimę w korku – bo przecież po włączeniu ogrzewania zasięg samochodu spada o połowę (klimatyzacja nie jest tak prądożerna!). Dodam tylko, że z tego co się dowiedziałem, akumulatory kosztują 80kPLN i mają być wymieniane co dwa lata. Największą abstrakcją jednak jest to, że samochodu nie mogę „zatankować” w publicznych miejscach do ładowania (np. pod moim domem stoi budka RWE), bo wtyczka nie jest kompatybilna.


F-komentarz: Kilkoma Volkswagenami w życiu jeździłem i zgadzam się z ogólną konkluzją, że Golf jest poprawny i solidny, ale jednocześnie nudny i ciężko z nim wytworzyć jakąkolwiek więź. Podejrzewam, że lepiej przyprawione wersje, np GTI czy R, wyzwalają dużo więcej emocji, ale tego nie było dane mi sprawdzić. Pamiętam natomiast, że standardowa kierownica (tj. niepokryta skórą) nie jest zbyt miła w dotyku, co zaburza niezłe wrażenie wywołane przyzwoitą jakością plastików we wnętrzu.

Na temat Corolli się nie wypowiem, bo chyba nigdy nie miałem okazji prowadzić żadnego egzemplarza. Natomiast w tym miejscu przypomina mi się Toyota Corolla siódmej generacji (E10), którą zdarzało mi się jeździć w czasie studiów w roli pasażera, a która była wspaniałym przykładem japońskiej inżynierii z lat dziewięćdziesiątych - okropnie nudna z zewnątrz i wewnątrz, ale jednocześnie niesamowicie niezawodna. Patrząc na obecne Toyoty mam wrażenie, że przynajmniej ta pierwsza cecha ciągle pozostaje głównym założeniem dla japońskich konstruktorów (nie dotyczy iQ oraz GT86, ale pierwsza raczej kiepsko się sprzedaje, a drugiej jeszcze nie ma w cennikach).

Nieco więcej doświadczeń mam z Focusami. I potwierdzam, że to może być godny rywal dla Golfa. Niestety także w kategorii "nuda", bo zarówno wygląd zewnętrzny jak i design wnętrza w drugiej generacji do szczególnie efektownych nie należą. Na szczęście jest to z nawiązka rekompensowane przez pozostałe przymioty, jak funkcjonalność czy jakość wykonania.

Samochody elektryczne zasługują na osobną notkę (która pewnie nigdy nie powstanie, bo mam coraz mniej czasu na pisanie bloga), ale jasnym jest, że to ciągle raczkująca technologia i przykład wtyczki bardzo dobrze to obrazuje. Podejrzewam, że za kilka lat pojawi się zestandaryzowana infrastruktura, technologia nieco dojrzeje i widok elektrycznego samochodu, szczególnie w centrach miast, nie będzie niczym niezwykłym. Niemniej obecnie można to nadal traktować jak egzotyczną ciekawostkę.



Źródło fotki i-Mieva: www.t-mobile-trendy.pl

6 sty 2012

IAA 2011 - koncepty na V

Dziś kolejna porcja konceptów z Frankfurtu, tym razem będą to auta na V - Volvo oraz Volkswagen i jego pochodne, czyli Audi, Seat i Skoda.

Volvo zaprezentowało You. Jest to już drugi koncept stworzony po przejęciu kontroli nad Volvo przez chińskie Geely, ale podobnie jak w przypadku Universe pokazanego w Szanghaju, jego stylistyka zupełnie mnie nie przekonuje. Podobają mi się jedynie matowe tylne światła, wyglądające jakby były satynowane.






Na stoisku Volkswagena uwagę przyciągały elektryczny Nils oraz Buggy. Niels na pierwszy rzut oka wygląda na blisko spokrewniony z Audi Urban ale po bliższym przyjrzeniu się, miedzy innymi zawieszeniu kół, doszedłem do wniosku, że te dwa auta mogą być owocami starego triku: dwa niezależne zespoły dostają to samo zadanie, po czym wybiera się lepszy projekt. To dość droga i dlatego ostatnio rzadko stosowana technika, ale chyba Volkswagena na to stać, bo w zeszłym roku miał zysk netto prawie 7 miliardów euro.




Zapewne ani Niels, ani Urban szybko nie trafią do produkcji, nieco większe szanse na to ma VW Buggy, jako że jest oparty na VW Up. Chociaż nie jestem pewien, czy szefostwo Volkswagena zaakceptuje tak niszowy model w swojej ofercie.


Poza wspomnianym już Urbanem Audi pokazało nową wersję A2, ale chyba wszyscy dobrzy styliści byli akurat zajęci czymś innym. Efekt każdy może ocenić sam, ale moim zdaniem sylwetka tego auta zwolenników mu raczej nie przysporzy.



Tuż obok pawilonu Audi stały jeszcze dwa Quattro, zeszłoroczny koncept oraz oryginał z roku 1980. Nadal nie mogę się zdecydować, czy te auta są do siebie podobne. Niewątpliwie kształtem Quattro Concept nawiązuje do pierwowzoru, jednak innych inspiracji nie ma zbyt wielu - kształt i wykończenie klapy za tylną szybą oraz (na upartego) podwójne reflektory to wszystko, czego mogę się dopatrzeć.



Skoda pochwaliła się konceptem o nazwie MissionL. Nie przypadł mi do gustu jego ascetyczny design zewnętrzny, ale podejrzewam, że jak już wejdzie do produkcji, to zostanie bestsellerem, jak większość modeli z Czech, którym dziwnym trafem mało wyszukana stylistyka nie przeszkadza w odniesieniu sukcesu rynkowego.




Na koniec dzisiejszego wpisu Seat IBL, czyli kolejna po IBE prezentacja nowego stylu Seata. Stylu, który ciągle nie może się doczekać realizacji w postaci gotowego auta. Mam jednak nadzieję, że obok kroplówki technologicznej, niemieccy właściciele wspomogą Seata również kroplówką finansową i w końcu pojawią się nowe modele, które postawią na nogi hiszpańskiego pacjenta.





PS. Chciałbym przeprosić czytelników za opóźnienia w publikacji notek z Frankfurtu, ale chyba trochę przeceniłem swoje siły. Zrobiłem kilkaset zdjęć i miałem pomysł na co najmniej sześć różnych wpisów, jednak z różnych powodów, głównie związanych z pracą, ten pomysł jest realizowany z dużą zwłoką. Mam nadzieję, że uda mi się przygotować jeszcze jeden wpis z konceptami z Frankfurtu przed targami w Genewie, które zaczną się już 8 marca i które oczywiście zamierzam odwiedzić.

8 paź 2011

IAA 2011 - samochody sportowe

Zmotywowany komentarzem k. pod poprzednią notką uzupełniam bloga o pozostałe sportowe auta z Frankfurtu.

Na początek ostatni z pokazanych samochodów WRC, czyli Polo R, które ma się pojawić na rajdowych trasach w 2013 roku. Chociaż po cichu liczę na to, że zadebiutuje na oesach już w przyszłym roku. Mini udowodniło, że nawet będąc w fazie testów można stawać na podium. Byłoby fajnie, gdyby VW podtrzymał ten trend.



Oprócz Polo R, VW pokazał Race Tuarega z Dakaru.



Dacia pochwaliła się Dusterem z silnikiem z Nissana GT-R, który osiągnął (Duster, nie GT-R) naprawdę niezły czas na Pikes Peak - 10:17.7.


Były też bolidy Formuły 1, ale prawdę powiedziawszy w hali wystawowej nie robią takiego wrażenia, jak na torze, co wynika w równej mierze z ich dość niewielkich wymiarów zewnętrznych, co i faktu, że chyba nikt nie odważyłby się odpalić ich silników w zamkniętym pomieszczeniu, przez co tracą atut w postaci niesamowitego dźwięku.



Pojawiło się też kilka aut "turystycznych", co jest o tyle przewrotną nazwą, że naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić nakład pracy, który przywrócił by auto z DTM lub WTCC do stanu, w którym dało by się nim wybrać w jakąkolwiek podróż. Ale akurat C30 z WTCC przygotowane przez Polestar z zewnątrz wygląda nie szokuje spojlerami i może właśnie dlatego wyjątkowo przypadło mi do gustu, mimo że generalnie nie pałam wielką miłością do tego modelu.







Lotus pokazał Exige'a w wersji R-GT, czyli przygotowanego do startów w nowej klasie rajdowej. Próbowałem znaleźć więcej informacji na ten temat, ale dowiedziałem się tylko, że samochody o pojemności powyżej 3100cm3 mają podniesiony limit wagi minimalnej. Z tego wyciągnąć można wniosek, że na rajdowych trasach mają szansę zagościć auta z dużymi silnikami. Czyżby szykował się powrót Porsche?


Mini, oprócz wspomnianego już auta WRC, chwaliło się Coupe z wyścigów dwudziestoczterogodzinnych. Również Peugeot pokazał samochód z tej samej serii, ale dla odmiany z silnikiem diesla.




Muszę jednak przyznać, że przy całej sympatii do aut sportowych, akurat RCZ dużo bardziej przypadł mi do gustu w wersji zupełnie cywilnej, za to z silnikiem benzynowym, którym miałem okazję pojeździć przy okazji tegorocznego Rajdu Polski, ale o tym być może napiszę w jednej z następnych notek.