Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiat. Pokaż wszystkie posty

31 gru 2013

Podsumowanie 2013 (kontra 2012)

Nie da się ukryć, że w minionym roku mocno zaniedbałem bloga. Niewiele pisałem, bo niewiele też jeździłem, równie niewiele czytałem o motoryzacji i w ogóle niezbyt dużo czasu poświęcałem zagadnieniom motoryzacyjnym. A skoro nie dużo się działo, to nie było sensu na siłę szukać tematów. Co prawda powtarzające się problemy z jednym autem, jeszcze nie opisanym na blogu, przysparzały mi bólu głowy i odchudzały portfel, ale fakt ten raczej mnie do pisania nie zachęcał. Chyba jedyną zmianą na lepsze był powrót do dwóch kółek.

Jednak parę znaczących wydarzeń warto wspomnieć. Z nielicznych lektur motoryzacyjnych szczególnie w pamięć zapadła mi autobiografia Sebastiena Loeba. Nie z powodu barwności języka, czy lekkości pióra - tu akurat Sebastien nie ma się czym pochwalić, ale jego historia jest wspaniałym przykładem, że nie trzeba poddawać się despotycznym rodzicom (vide Lewis Hamilton, czy siostry Radwańskie), ani katować się treningami od najmłodszych lat (choć akurat Loeb na treningi chodził, tyle że gimnastyczne). Można przerwać edukację i palić trawę na komisariacie, a mimo tego trafić na szczyt i pozostać tam wiele lat. Wystarczy nie rezygnować ze swojej pasji. Aha, trzeba też mieć olbrzymi talent i jeszcze więcej szczęścia. W każdym razie książkę polecam nie tylko fanom rajdów samochodowych. (Z książek niemotoryzacyjnych mogę zarekomendować Viper Pilot F-16.) Polecam też film Rush, polski tytuł Wyścig, który moim zdaniem jest najlepszym filmem o tematyce motoryzacyjnej od wielu lat (tak, jest lepszy od Cars ;)).

Wracając do samochodów, dużą zmianą było pozbycie się jednego auta. Tiguana oddałem bez żalu, acz nie bez wahania. I do tej pory nie mogę się przyzwyczaić do braku samochodu pod domem. Wymaga to więcej planowania, i co chyba najbardziej mnie zaskoczyło, wymusza zwracanie większej uwagi na pogodę za oknem.

W statystykach rok 2013 wypadł nieco gorzej od 2012. Jako kierowca jeździłem tylko sześcioma samochodami (w 2012 - dwunastoma), w tym tylko jednym dieslem (w 2012 - trzema). Samochody miały moc od 77KM do 358KM (w 2012 75KM - 349KM). Tylko jeden - Fiacik - był wolnossący, pozostałe miały turbinę, a jeden dodatkowo sprężarkę mechaniczną (w 2012 4 - wolnossące, 8 - turbo, 1 - turbo+kompresor). Połowa z sześciu tegorocznych samochodów była na F, ale żaden z nich nie był z Francji. Kolejne dwa samochody były na S, choć z Japonii. I byłoby pięknie, gdyby ten ostatni, którym jeździłem najwięcej, nie nazywał się Volkswagen ;) Co ciekawe to właśnie japoński produkt przyprawiał najwięcej zmartwień, podczas gdy auta na F i na V były bezawaryjne.

Zarówno w minionym, jak i poprzednim roku, byłem na Rajdzie Polski i na warszawskiej Barbórce. W 2012 roku byłem też na targach motoryzacyjnych w Genewie i w Paryżu oraz w fabryce Mazdy w Hiroszimie (muzeum raczej słabe, ale wizyta na linii produkcyjnej - niezapomniana). W 2013 odwiedziłem tylko jedną wystawę statyczną - Louwman Museum w Hadze, w zamian postawiłem na bezpośrednie doznania i wybrałem się na lotniska w Ułężu i Nowym Mieście nad Pilicą. Mam jednak niedosyt imprez motoryzacyjnych i w miarę możliwości postaram się to nadrobić w nadchodzącym roku.

No i tradycyjne zestawienie "naj" z nieco już zapomnianego roku 2012:
  • najfajniejsze auto: Subaru Impreza 2.5STI
  • najgorsze auto: Chrysler 300C
  • najmocniejsze auto: 349KM (STI)
  • najsłabsze auto: 75KM (Clio)
  • najfajniejsza trasa: w poprzek Gran Canarii (Clio)
  • najprzyjemniejsza trasa: z Zurychu do Genewy i z powrotem, częściowo jako pasażer (Tiguan)
  • najdłuższa trasa: ~620km po holenderskich i niemieckich autostradach (Tiguan)
  • najfajniejszy moto-gadżet: Intercooler Water Spray (STI)
A na koniec podsumowanie całkiem jeszcze świeżego 2013 roku:
  • najfajniejsze auto: Subaru Impreza 2.5STI
  • najnudniejsze auto: VW Tiguan 1.4TSI, na drugim miejscu z niewielką stratą uplasował się Ford Focus 1.6TDCi
  • najmocniejsze auto: 358KM (STI)
  • najsłabsze auto: 77KM (Punto)
  • najprzyjemniejsza jazda: Ułęż zimą (STI), na drugim miejscu Przełęcz Salmopolska, również zimą (również STI)
  • trasa z najładniejszymi widokami: pomiędzy ruinami Bagan na e-bike'u - nie wiem, czy to się zalicza do pojazdów mechanicznych, jeśli nie, to wygrywa dolina rzeki Kwai na Hondzie Click
  • najdłuższa trasa: ~480km (STI) - sieć dróg ekspresowych w Polsce, mimo że ciągle poszatkowana, naprawdę usprawnia jazdę

11 gru 2013

Pożyczane samochody

Napisałem tę notkę jesienią zeszłego roku, lecz z niewiadomego powodu nigdy jej nie opublikowałem. Niedawno znowu wypożyczyłem samochód i przypomniałem sobie o tym tekście. Niniejszym zapraszam do lektury. A o ostatnim pożyczonym aucie będzie na końcu.

Ostatnio nie zmieniam samochodów tak często jak to bywało jeszcze kilka lat temu, ale ciągle zdarza się mi jeździć różnymi autami. W ostatnich miesiącach (czyli było to mniej więcej w połowie zeszłego roku) nadarzyła się okazja pojeździć między innymi dwiema wersjami Seata Leona: 1.2TSI i 1.6TDI. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale dieslem jeździło mi się lepiej. Niestety jazdy dzieliło kilka miesięcy, więc ciężko napisać bezpośrednie porównanie, ale wydawało mi się, że TDI było dynamiczniejsze, dzięki czemu wyprzedzanie na polskich drogach było sprawniejsze. Pamiętam też, że dźwięk diesla nie był zbyt natarczywy - naprawdę wiele się zmieniło od czasów starego 1.9TDI.

Kolejne wypożyczone auto, czyli Toyota Corolla 1.4 D4D o oszałamiającej mocy 90KM, dostarczało nieco bardziej tradycyjnych dla diesla doznań słuchowych. Niestety również osiągi były gorsze, co przełożyło się na zwiększoną dawkę adrenaliny. Jakież było moje zdziwienie przy pierwszej próbie wyprzedzania, gdy okazało się, że długa i pusta prosta wcale nie jest tak długa i tak pusta, jak mi się wydawało. Trzeba było sobie przypomnieć technikę jazdy opanowaną w czasach poruszania się pięćdziesięcioczterokonnym Saksofonem i każdy manewr planować z odpowiednim wyprzedzeniem. Przy takiej technice dało się Corollą poruszać całkiem sprawnie. Poza nieco ospałym silnikiem Toyota przypadła mi o gustu. Również wnętrze, mimo że w oszczędnym japońskim stylu, może się podobać. Oczywiście nie ma mowy o zbliżeniu się do włoskiego czy francuskiego designu, ale moim zdaniem środek Corolli jest bardziej wyszukany niż wnętrze największego globalnego konkurenta z Wolfsburga.

Oba Seaty i Toyota pozostawiły po sobie dobre wrażenie, czego nie mogę powiedzieć o Chryslerze 300C. Była to najsłabsza dostępna wersja, czyli V6 2.7 o mocy ponad 190KM. Jednak duża masa i beznadziejna automatyczna skrzynia biegów zupełnie nie pozwalały tej mocy odczuć. Tu mała dygresja, nadal najgorszą skrzynią, z jaką kiedykolwiek jeździłem pozostaje automat Smarta. Wracając do Chryslera, miałem nadzieję, że spory silnik, ponadtrzymetrowy rozstaw osi i baloniaste opony zapewnią przyzwoity komfort, ale i tu się zawiodłem. To znaczy komfort może i był, ale rozumiany w nazbyt amerykański sposób - było miękko i pływająco, za to ze słabą precyzją prowadzenia. Trzeba jednak podkreślić, że mogło to być spowodowane dużym zużyciem tego egzemplarza. Wypożyczalnia nie była najlepsza i nie jestem pewien, czy zawieszenie było utrzymane w należytym stanie. Dodatkowo, dowiedziałem się od m. że jest znacząca różnica w prowadzeniu między słabowitą wersją V6 a całkiem szybką wersją z silnikiem HEMI. Także jeśli będę miał w przyszłości okazję pojeżdżenia 300C V8 na pewno z niej skorzystam, żeby przekonać się, czy trafiłem na kiepski egzemplarz, czy rzeczywiście to nie jest samochód z mojej bajki. Na razie skłaniam się ku tej drugiej tezie.

Tu kończy się oryginalna notka. Żeby jednak nie publikować tylko starych przemyśleń, poniżej krótki opis auta, którym dane mi było jeździć w jeden z listopadowych weekendów.

Był to Fiat Punto 1.4 automat. Czyli niezbyt daleki krewny jednego z najfajniejszych aut, jakie kiedykolwiek używałem. Zaraz... czy aby na pewno niezbyt daleki? Zwykłe Punto 1.4 z roku 2013 różni się niemal wszystkim od Abartha z roku 2009 - zupełnie różne silniki, hamulce, zawieszenie i wyposażenie - na przykład felgi różne o trzy rozmiary, nawet liczba drzwi się nie zgadza. A do tego w międzyczasie były dwa dość znaczące liftingi. Tak naprawdę samochód, który wypożyczyłem, przypomniał Abartha jedynie kształtem karoserii. Co prawda prowadził się dość pewnie, ale ospały silnik nie zachęcał do szybkiej jazdy, a skrzynia biegów w moim prywatnym rankingu najgorszych automatów ustępuje tylko wspomnianej już skrzyni z pierwszych Smartów (wie ktoś, czy Daimler w końcu coś poprawił?). Podejrzewam jednak, że ten sam samochód - tzn. Punto, nie Smart - z ręczną skrzynią biegów dużo bardziej przypadłby mi do gustu, bo zawieszenie i układ kierowniczy, mimo że tak różne od tych w Abarcie, sprawiały dobre wrażenie. Silnik, choć dławiony skrzynią, na wyższych obrotach nieco odżywał, a i środek był znośny. Podsumowując, Fiata z automatem lepiej omijać z daleka, ale wersję z manualem dałoby się polubić.

2 sty 2012

Podsumowanie 2011

Miniony rok pod względem motoryzacyjnym wypadałoby chyba nazwać rokiem monotonii. Przede wszystkim dlatego, że przez pełne dwanaście miesięcy jako podstawowe auto służyło mi Audi A3. Taka sytuacja nie miała miejsca od co najmniej pięciu lat (a być może i dłużej, ale wcześniejszej historii samochodowej w tej chwili nie jestem w stanie odtworzyć). Ponadto sprzedałem w końcu samochód, który od kilku lat stanowił pewnego rodzaju azyl psychiczny na wypadek potrzeby pojeżdżenia czymś wyjątkowo niepoprawnym politycznie. Było to Audi TT, bez dachu, z napędem na cztery koła, do tego emitujące nieprzyzwoite ilości CO2 do atmosfery.

Ostatnim powodem wspomnianej monotonii, żeby nie powiedzieć nudy, jest fakt, że literka "A" na moim prawie jazdy nie przydała się w tym roku ani razu, co zdarzyło się pierwszy raz od czasu zdania egzaminu - a było to jeszcze w czasach, kiedy za pojazd egzaminacyjny służyła WSK.

Na szczęście rok nie był zupełnie stracony. W sumie jeździłem szesnastoma różnymi samochodami o mocach od ~40 do 300KM i pojemnościach od 899 do 2457cm3. Tylko sześć z nich było turbodieslami, dziesięć - benzyniakami. Wśród tych benzyniaków pięć miało turbosprężarkę, a jeden - kompresor. To znaczy, że jedynie cztery silniki były wolnossące. Czyżby znak nowych czasów?

Niestety tylko czterema samochodami przejechałem więcej niż sto kilometrów, kilkoma kolejnymi jeździłem parokrotnie, acz raczej niewielkie dystanse, pozostałymi "zaliczyłem" jedynie krótkie przejażdżki. W sumie przez cały rok przejechałem poniżej dwudziestu tysięcy kilometrów, czyli jakieś dwa razy mniej, niż w roku poprzednim i cztery razy mniej niż w 2009 r. Za kierownicą siedziałem w sześciu różnych krajach, w tym jednym nieeuropejskim (choć jeśli do statystyki zaliczyć gokarty, to krajów było siedem).

Również w imprezy motoryzacyjne ten rok nie obfitował, chociaż udało mi się obejrzeć 68. Rajd Polski oraz 64. targi IAA we Frankfurcie. Dodatkowo dwukrotnie odwiedziłem Nürburgring. Za to zupełnie nieoczekiwaną atrakcją była wizyta na Bahrain International Circuit. Co prawda nie było to w trakcie weekendu wyścigowego, ale dzięki temu zamiast siedzieć na trybunach, pojeździłem po tamtejszym torze kartingowym, co zapewniło równie (a może nawet bardziej) niezapomniane wrażenia.

Na koniec tradycyjne zestawienie zeszłorocznych "naj":
- najfajniejsze auto: Subaru Impreza STI, bo fajnie "chodzi bokiem" i w ogóle niezły z niego "dzikus"
- najfajniejsze auto "za rozsądną cenę": Alfa Romeo Giulietta 1.4T 170KM TCT
- najnudniejsze auto: Audi A3, ale Ford Focus 1.6TDCi dzielnie walczył o zwycięstwo
- najcichsze auto: Audi A3, bo znów mi się zdarzyło uruchamiać działający silnik
- najmocniejsze auto: 300KM (Impreza)
- najsłabsze auto: ~40 ~50KM (Seicento)
- najdziwniejsza awaria: "usterka elektroniczna" (Clio)
- najprzyjemniejsza trasa: 50km dookoła jeziora Wigry (TT Roadster)
- najbardziej nużąca trasa: 1200km z Polski do Holandii (A3)


PS. W nadchodzącym roku na blogu pojawi się nowość w postaci notek gościnnych. Paru znajomych już kilkukrotnie się odgrażało, że chciałoby coś napisać, ale do tej pory wszystkie próby spełzały na niczym. Ostatnio jednak dostałem gotowy tekst oraz zdjęcia, więc w najbliższym czasie pierwsza notka z nowej serii ukaże się na łamach F-cars.

15 sie 2010

Giugiario pod skrzydłami VW

Od pewnego czasu pojawiały się informacje, że Volkswagen chce kupić studio designerskie Italdesign Giugiario, w końcu w tym tygodniu transakcja stała się faktem. Nasunęło mi się w związku z tym kilka przemyśleń.

Niby to nie pierwsza firma, która trafia pod skrzydła większego partnera z tej samej branży, ale jednak trochę szkoda, bo to prawdopodobnie oznacza ograniczenie współpracy Giugiario z innymi firmami. Nie bardzo chce mi się wierzyć, żeby jakikolwiek duży producent zlecił projekt nowego auta firmie kontrolowanej przez jednego z głównych konkurentów. Czyli nie ma szans na kolejne auta w stylu Alfy Romeo 159, czy Brera. Chyba, że Volkswagen właśnie po to kupił, Italdesign, żeby robić samochody właśnie w takim stylu. Nie byłoby to zaskakujące, bo podobny "numer" ten sam koncern zrobił kilka lat temu – niedługo po zatrudnieniu Waltera de'Silvy w salonach pojawiły się Seaty jakby wzorowane na na ówczesnej stylistyce Alfy Romeo, opracowanej kilka lat wcześniej właśnie przez de’Silvę.

W ostatnich latach Giugiaro współpracował głównie z koncernem Fiata, zaprojektował między innymi wspomniane wcześniej Alfy - 159 i Brera, Fiaty Grande Punto i Bravo oraz Maserati 3200GT i Spyder. Więc zdaje się, że Volkswagen może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednocześnie ma szansę poprawić stylistykę własnych aut i odizolować Giugiario od Fiata, który w XXI wieku między innymi właśnie dzięki udanemu designowi odzyskał równowagę finansową (do tego stopnia, że w zeszłym roku był w stanie przejąć kontrolę nad Chryslerem).

Pisząc o Giugiaro warto wspomnieć jeszcze dwa modele tam zaprojektowane: DeLorean oraz FSO Polonez. Prawdę powiedziawszy nigdy nie sądziłem, że te dwa samochody mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego.


PS. Parę dni przed sfinalizowaniem transakcji na oficjalnym profilu Giugiaro na Facebooku pojawił się wpis: "summer vacation! see you in september!". Ciekawe, prawda?

27 lis 2009

9,1l/100km

Abarthem Grande Punto z pakietem esseesse przejechałem 14 187km. Zatankowałem w tym czasie 1296 litrów benzyny, co daje średnie zużycie paliwa ~9,1l/100km. Niestety powyższe liczby już się nie zmienią. W zeszłym tygodniu oddałem auto i od poniedziałku ponownie przesiadłem się do niemieckiego diesla.

A jak będę wspominał Abartha? Nie był najszybszy, chociaż wstydu nie przynosił. Miał za mały zbiornik paliwa, czym wymuszał wyjątkowo częste przerwy w podróży. Ale silnik, zawieszenie, a przede wszystkim wnętrze z doskonałymi fotelami, rekompensowały te drobne niedogodności z nawiązką.

To zdecydowanie jeden z najfajniejszych samochodów, jakimi jeździłem i nie zmienia tego nawet fakt, że pożegnał mnie kontrolką check engine, która zapaliła się ostatniego dnia mniej więcej wtedy, kiedy komputer pokazał średnie spalanie poniżej siedmiu litrów i zgasła niedługo po tym, gdy zjeżdżając na wąską, pustą drogę przypomniałem sobie, do czego służy ten pedał po prawej stronie. Co dobrze oddaje, gdzie Abarth (i kierowca) czuł się najlepiej.

11 lis 2009

10 000

Czterdzieści cztery dni zajęło mi przejechanie pierwszej dychy. Tortu nie będzie, a zamiast świeczek na desce rozdzielczej zapłonęły kontrolki. To chyba właśnie w ramach jubileuszu od kilku dni autko wita mnie koncertem dźwięków i komunikatów zakończonych zapaleniem kontrolek ESP, ABS i ASR.

Na szczęście już na piątek mam umówioną wizytę w serwisie. Ciekawe, czy dadzą radę zgasić tę dyskotekę w jeden dzień, czy może dostanę coś zastępczego na weekend. Oby nie Pandę.

Równie ciekawe jest to, czy dostanę zimowe buty. A jeśli tak, to jakie, osiemnastki czy jednak siedemnastki? Jeśli osiemnastki, to Pirelli czy Yokohama? Moim faworytem są oczywiście Pirelli Sottozero w rozmiarze 215/40R18.

Relacja z pit stopu już w przyszłym tygodniu...

1 lis 2009

Sticker tuning

Pojechałem zatankować i umyć auto, a przy okazji postanowiłem wyczyścić dywaniki, bo się przez ostatni miesiąc nazbierało trochę brudu. Po stronie kierowcy wszystko przebiegło bez problemów i niespodzianek - dwa wkręty, pół minuty i dywanik wytrzepany. Po stronie pasażera - dwa wkręty, podnoszę dywanik, a tam jakaś klapka. Odsuwam ją, widać blachę, zaglądam do środka i oczom moim ukazuje się VIN. Żebym go nie znalazł przez przypadek, to specjalnie szukając na pewno bym tam nie trafił. Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że tabliczka znamionowa jest przynitowana do podłogi bagażnika po lewej stronie.

Przy okazji zrobiłem też zestawienie wszystkich napisów i emblematów, które znajdą się na i w samochodzie. Łączna ich liczba to dwadzieścia sześć (tak drogi czytelniku - 26), trzynaście razy pojawia się logo lub sam skorpion, a drugie trzynaście napis Abarth lub esseesse. Wydaje mi się, że Fiat bardzo chce przekonać klientów, że to nie jest Fiat.

Wewnątrz też nie da się zapomnieć, czym się jedzie. Logo na kierownicy, skorpion przed pasażerem, dwa napisy na zegarach (plus jeden pojawiający się na wyświetlaczu), a do tego logo na przednich fotelach i dywanikach. Ciekawe czy tę powódź emblematów styliści wymyślili sami, czy też jest to efekt propozycji nie do odrzucenia z działu marketingu?

25 paź 2009

Drugi Abarth

Wczoraj, dzięki pomocy ch., udało mi się wejść w posiadanie drugiego Abartha. Poniżej jego pierwsze fotki.



21 paź 2009

Testy seja

W pewną wrześniową niedzielę, kiedy jeszcze w Polsce było ciepło, sucho i słonecznie (i to wcale nie było tak dawno), udało się zorganizować testy naszej rajdówki. Podstawowy cel był prosty: pojeździć. Dzięki sprzyjającym okolicznościom przyrody udało się zrealizować dwa cele dodatkowe: przetestować opony oraz pokazać znajomym, że nie przypadkowo sej ma przydomek 0.9evo.

Zaczęło się od mocnego uderzenia, z. mi "pokazał", na jakiej trasie będą testy. Do tej pory jestem pod wrażeniem, jak ogarnia auto. Widać służy mu regularne jeżdżenie, tak samo jak mi nie służy niejeżdżenie.

Po zamianie miejsc musiałem się trochę wprawić, więc kilka pierwszych przejazdów było mało precyzyjnych. Ale już po chwili było i szybciej i pewniej. Trochę narzekałem, że przód nie trzyma, więc postanowiliśmy przełożyć węższe, ale sporo młodsze opony z tyłu do przodu. Pomogło, co każe trzymać się z daleka od starych opon, nie tylko w rajdówce, ale i w normalnych samochodach.

Poniżej, dzięki uprzejmości t. kilka fotek z tych testów.


16 paź 2009

Pół roku szukania, trzy miesiące czekania

Minęły już dwa tygodnie od odebrania nowego autka, więc pora opisać pierwsze wrażenia, a przede wszystkim pokazać kilka fotek.

Wygląda tak.





A jak jeździ? Tak szybko, jak się spodziewałem, chociaż nie tak szybko, jakbym chciał. Myślę, że bezpośrednie porównanie Abartha z Ibizą dałoby wynik remisowy, niestety nie da się już tego sprawdzić.

Ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Największe zalety to środek, ze szczególnym uwzględnieniem foteli oraz dźwięk wydobywający się spod maski. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów zdarza mi się wyłączyć radio, żeby posłuchać silnika. Wady? Na razie dostrzegam jedną. Tankowanie na autostradzie co 2,5h (słownie: dwie i pół godziny).

29 wrz 2009

57-JZF-9

Fiat Grande Punto Abarth esseesse to nieprzyzwoicie długa nazwa, więc zanim będę mógł cokolwiek na jego temat napisać, potrzebuję jakiejś skróconej nazwy, synonimu czy przezwiska. A ponieważ już wiem, że można na Was liczyć, to wierzę, że i w tej kwestii mi pomożecie.

Dla zwycięzcy przewidziana jest nagroda w postaci smyczy Abartha, którą dostałem z kluczykami. Ale oczywiście jeśli ktoś nie zechce smyczy, to można ją wymienić na tradycyjne piwo.

14 lip 2009

Antyporadnik - część 3

Dzień 6. Dostajesz odpowiedź od dodardcy, sprawdzasz kwotę i już wiesz, że będziesz musiał pojechać do salonu jeszcze raz. Trzeba będzie wynegocjować jakiś rabat. Ale jesteś dobrej myśli, bo w wiadomościach mowią, że kryzys nie ominął branży motorazycyjnej, więc masz nadzieję, że sprzedawca nie będzie nieugięty.

Dzień 12. W sobotę zająłeś się zaległymi sprawami, w niedzielę salon jest zamknięty, w poniedziałek musiałeś dłużej popracować, w końcu we wtorek wychodzisz wcześniej z biura i jedziesz do salonu. Niestety sprzedawca-specjalista-od-Abartha też wyszedł wcześniej, więc negocjacje muszą poczekać. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeszcze raz oglądasz auto i utwierdzasz się w przekonaniu, że to dobry wybór.

Dzień 15. Umawiasz się ze sprzedawcą telefonicznie, że dziś wieczorem nie wyjdzie wcześniej z pracy i kolejny (czwarty) raz jedziesz do salonu. Wypijasz smaczną kawę i dowiadujesz się, że negocjacje są możlwe, ale będzie lepiej, jeśli sprzedawca będzie mógł porozmawiać bezpośrednio z Twoim doradcą. Zdziwiony i lekko zniecierpliwiony wracasz do domu i zaczynasz myśleć, że może jednak Audi to będzie lepszy wybór.

Dzień 19. Dostajesz odpowiedź, że nic nie dało się zrobić, więc udajesz się to salonu Audi spytać o ceny i wyposażenie. To jest nowy dzień 0.

13 lip 2009

Antyporadnik - część 2

Dzień 2. Ponownie jedziesz do salonu, założyłeś wygodne buty i ubranie, w którym nic nie krępuje Ci ruchów. W salonie pierwszy zgrzyt, sprzedawca jest zajęty i musisz poczekać na wydanie samochodu. Ale nie tracisz humoru, bo kawa jest wyjątkowo dobra, a w magazynie kulturalnym, który leży na stoliku, znajdujesz artykuł o artyście, którego prace wyjątkowo trafiają w Twój gust (www.setowski.com). Po pół godzinie, jak już zaczynasz się niecierpliwić, podchodzi do Ciebie uśmiechnięty sprzedawca, prosi o prawy jazdy oraz dodatkowy dowód tożsamości i już po chwili dostajesz kluczyki. Mówisz, że wrócisz za 40 minut, ale już wiesz, że raczej to będzie godzina. Abarth okazuje się dokładnie taki, jak sobie wyobrażałeś i po pięciu minutach jesteś przekonany, że "to jest to". Nauczony doświadczeniem jeździsz kilkadziesiąt minut szukając wad w stylu wystających plastików i znajdujesz jedynie nieco tandetne przełączniki kierunkowskazów i niezbyt wygodny w obsłudze tempomat. Czyli drobiazgi, na które przymykasz oko, bo wbrew Twojej naturze wady przesłaniają zalety. Wracasz do salonu, prosisz o modyfikację wczorajszej oferty i... okazuje się, że sprzedawca, który ją przygotowywał (ten, który się nie specjalizuje w Abarthach) pomylił się i cena z wybranymi przez Ciebie dodatkami jest jakieś 10% wyższa niż pierwotnie myślałeś. Ale nie tracisz nadzieji, że jednak uda się zmieścić w narzuconym limicie finansowym i zadowolony, chociaż z pewnymi wątpliwościami wracasz do domu. Od razu wysyłasz ofertę do doradcy z firmy leasingowej z prośbą o kalkulację ceny.

cdn.

12 lip 2009

Jak kupić samochód - antyporadnik

Od kilku dni (lub dużo dłużej) Twoją głowę zaprząta myśl, że trzeba kupić nowy samochód. Świetny pomysł, niestety żeby samochód kupić, wcześniej trzeba go wybrać. I tu zaczynają się schody. Przeglądasz katalogi, męczysz Google'a, zaczynasz odwiedzać salony, ale ciągle masz wrażenie, ze każdy model "to jednak nie to". I nagle ktoś Cię pyta: A może Abarth? Jeszcze nie wiesz, że ten dzień będziesz wspominał przez kilka najbliższych tygodni, ale już wiesz, że jest to dzień szczególny, dlatego zaznaczasz go w kalendarzu jako dzień 0. Tu też zaczyna się właściwa część antyporadnika.

Dzień 1. Pełny zapału jedziesz do salonu Fiata, wyszukujesz wzrokiem Abartha i już wiesz, że to Twój szczęśliwy dzień. Jest! I to w takim kolorze, jak sobie wybrałeś! I nawet wyposażenie ma niemal takie, jakie byś chciał. Sprzedawca jest miły i mimo że nie wie wszystkiego dokładnie, bo akurat „nie specjalizuje się w tym modelu”, to bardzo się stara i nawet wchodzi do bagażnika przez przednie drzwi, żeby go otworzyć, bo centralny zamek nie działa z rozładowanym akumulatorem. Dostajesz wstępną ofertę i udaje Ci się umówić na jazdę próbną. I to już na następny dzień. Szczęśliwy wracasz do domu z nadzieją, że auto jeździ co najmniej tak samo dobrze, jak wygląda i nie ma wystających plastików na wysokości łydki kierowcy.

cdn.