Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfa Romeo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfa Romeo. Pokaż wszystkie posty

2 sty 2012

Podsumowanie 2011

Miniony rok pod względem motoryzacyjnym wypadałoby chyba nazwać rokiem monotonii. Przede wszystkim dlatego, że przez pełne dwanaście miesięcy jako podstawowe auto służyło mi Audi A3. Taka sytuacja nie miała miejsca od co najmniej pięciu lat (a być może i dłużej, ale wcześniejszej historii samochodowej w tej chwili nie jestem w stanie odtworzyć). Ponadto sprzedałem w końcu samochód, który od kilku lat stanowił pewnego rodzaju azyl psychiczny na wypadek potrzeby pojeżdżenia czymś wyjątkowo niepoprawnym politycznie. Było to Audi TT, bez dachu, z napędem na cztery koła, do tego emitujące nieprzyzwoite ilości CO2 do atmosfery.

Ostatnim powodem wspomnianej monotonii, żeby nie powiedzieć nudy, jest fakt, że literka "A" na moim prawie jazdy nie przydała się w tym roku ani razu, co zdarzyło się pierwszy raz od czasu zdania egzaminu - a było to jeszcze w czasach, kiedy za pojazd egzaminacyjny służyła WSK.

Na szczęście rok nie był zupełnie stracony. W sumie jeździłem szesnastoma różnymi samochodami o mocach od ~40 do 300KM i pojemnościach od 899 do 2457cm3. Tylko sześć z nich było turbodieslami, dziesięć - benzyniakami. Wśród tych benzyniaków pięć miało turbosprężarkę, a jeden - kompresor. To znaczy, że jedynie cztery silniki były wolnossące. Czyżby znak nowych czasów?

Niestety tylko czterema samochodami przejechałem więcej niż sto kilometrów, kilkoma kolejnymi jeździłem parokrotnie, acz raczej niewielkie dystanse, pozostałymi "zaliczyłem" jedynie krótkie przejażdżki. W sumie przez cały rok przejechałem poniżej dwudziestu tysięcy kilometrów, czyli jakieś dwa razy mniej, niż w roku poprzednim i cztery razy mniej niż w 2009 r. Za kierownicą siedziałem w sześciu różnych krajach, w tym jednym nieeuropejskim (choć jeśli do statystyki zaliczyć gokarty, to krajów było siedem).

Również w imprezy motoryzacyjne ten rok nie obfitował, chociaż udało mi się obejrzeć 68. Rajd Polski oraz 64. targi IAA we Frankfurcie. Dodatkowo dwukrotnie odwiedziłem Nürburgring. Za to zupełnie nieoczekiwaną atrakcją była wizyta na Bahrain International Circuit. Co prawda nie było to w trakcie weekendu wyścigowego, ale dzięki temu zamiast siedzieć na trybunach, pojeździłem po tamtejszym torze kartingowym, co zapewniło równie (a może nawet bardziej) niezapomniane wrażenia.

Na koniec tradycyjne zestawienie zeszłorocznych "naj":
- najfajniejsze auto: Subaru Impreza STI, bo fajnie "chodzi bokiem" i w ogóle niezły z niego "dzikus"
- najfajniejsze auto "za rozsądną cenę": Alfa Romeo Giulietta 1.4T 170KM TCT
- najnudniejsze auto: Audi A3, ale Ford Focus 1.6TDCi dzielnie walczył o zwycięstwo
- najcichsze auto: Audi A3, bo znów mi się zdarzyło uruchamiać działający silnik
- najmocniejsze auto: 300KM (Impreza)
- najsłabsze auto: ~40 ~50KM (Seicento)
- najdziwniejsza awaria: "usterka elektroniczna" (Clio)
- najprzyjemniejsza trasa: 50km dookoła jeziora Wigry (TT Roadster)
- najbardziej nużąca trasa: 1200km z Polski do Holandii (A3)


PS. W nadchodzącym roku na blogu pojawi się nowość w postaci notek gościnnych. Paru znajomych już kilkukrotnie się odgrażało, że chciałoby coś napisać, ale do tej pory wszystkie próby spełzały na niczym. Ostatnio jednak dostałem gotowy tekst oraz zdjęcia, więc w najbliższym czasie pierwsza notka z nowej serii ukaże się na łamach F-cars.

13 gru 2011

IAA 2011 - koncepty na F

Dziś pierwsza część notki z konceptami z Frankfurtu. Oczywiście na początek będą auta francuskie oraz pozostałe na F, czyli Ford i - w zastępstwie Fiata, który żadnego konceptu nie przywiózł - Alfa Romeo.

I może zacznę od tej ostatniej, jako że ze wszystkich aut wymienionych w tej notce, właśnie Alfę 4C chciałbym kiedyś mieć. Podobno ma być w niej dostępny silnik 1.75, który w Giulietcie ma 235KM połączony z dwusprzęgłową skrzynią biegów. No i najważniejsze, 4C ma napęd na tył. Niestety ceny najprawdopodobniej będą zbliżone do głównego konkurenta, czyli Lotusa Elise, który do najtańszych zabawek nie należy.



Z pewnością dużo tańsze będą Fordy - Fiesta ST oraz B-Max, które mają się pojawić w salonach w przyszłym roku. Fiesta może zamieszać w klasie szybkich maluchów, chociaż zapowiadane 180KM z manualną skrzynią na pewno konkurencji nie wystraszy. Mnie jednak bardziej zainteresował nowy mały van, bo to pierwsze auto od lat, które mając pełnowymiarowe tylne drzwi nie ma słupka B (Mazda RX-8, Honda Element, czy Mini Clubman, które przecierały ścieżki w XXI wieku tylne drzwi mają raczej w szczątkowej formie).




Ostatnim konceptem Forda był Evos, który w przeciwieństwie do B-Maxa, z otwartymi drzwiami wygląda nieco groteskowo. Warto jednak zwrócić uwagę na atrapę chłodnicy, która zachowując dotychczasowy kształt przybrała dużo ładniejszą formę niż w obecnie produkowanych Fordach. Ciekawe, czy i kiedy pojawi się w modelu produkcyjnym.





Citroen pokazał tylko jeden koncept - Tubik, który był inspirowany Citroenem HY sprzed sześćdziesięciu lat. Urodą to auto nie grzeszy, ale za to imponuje wymiarami - ponad dwa metry wysokości i szerokości, oraz 4,80m długości mówią same za siebie. I jak na koncept przystało, Tubik mógłby wygrać w kilku nietypowych konkurencjach, między innymi na największe drzwi, na największą liczbę okien, czy na najmniejsze okno. A także na najbardziej pomysłowy próg.





Peugeot pokazał dwa koncepty - znanego już EX1 i zupełnie nowego HX1, który w założeniu należy do segmentu MPV. Gwoli wyjaśnienia MPV to obecnie obowiązująca nazwa minivanów, które podobno stawiają na funkcjonalność, ale mnie w HX1 najbardziej urzekł spojler. Byłbym równie zaskoczony co zadowolony, gdyby podobna konstrukcja pojawiła się np. w 508SW.






Jednak chyba najwięcej konceptów - ze wszystkich producentów, nie tylko tych na F - pokazało Renault, naliczyłem pięć. Elektryczne Zoe i Twizy mają się pojawić w salonach już w przyszłym roku, dzięki czemu Renault będzie miało cztery w pełni elektryczne auta w ofercie. Czyżby niespodziewanie Francuzi wyrastali na liderów tego segmentu? Przy okazji, pamięta ktoś rozmiar opon w Maluchu? Twizzy ma co prawda o cal większą felgę, ale o 10mm węższą oponę.






Pozostałe auta, czyli R-Space, Frendzy i Captur, to raczej pokaz możliwości i wprawki stylistów. Chociaż widok kół w Renault Captur, mógłby wulkanizatorów przyprawić o szybsze bicie serca, albo przynajmniej skłonić wprowadzenia osobnego cennika. ;-)







22 lis 2011

Giulietta?

Wracając wczoraj do domu wstąpiłem do salonu Alfy Romeo (tego samego, w którym kiedyś oglądałem MiTo). Celem wizyty była Giuletta, która dostępna jest od ponad roku, a której do tej pory nie miałem okazji bliżej poznać.

W salonie czekała na mnie pułapka w postaci wersji Quadrifoglio Verde stojącej w najbardziej eksponowanym miejscu. Trochę z rozpędu do niej wsiadłem, ale dość szybko wysiadłem wiedząc, że dział zarządzania flotą w mojej firmie nawet nie spojrzy na samochód emitujący 177 gramów CO2 na kilometr. Muszę jednak przyznać, że kiedy siedziałem w skórzanym fotelu (tu przypomniał mi się Abarth), przemknęła mi przez głowę myśl, żeby nie oglądać się na pracodawcę i sprawić sobie gwiazdkowy prezent. Jednak po chwili rozsądek zwyciężył i skupiłem się na bardziej przystępnych wersjach.

W wersji Distinctive, czyli drugiej po QV, z "niezbędnego" wyposażenia brakuje jedynie zestawu głośnomówiącego, ale jest skórzana kierownica, tempomat, podłokietnik i elektrycznie sterowane szyby we wszystkich drzwiach. Wspomniany zestaw głośnomówiący w postaci Blue&Me kosztuje 350€, ale można się też skusić na pakiet z nawigacją, czujnikami parkowania, a nawet podgrzewaną przednią szybą za 1250€.

Jak już wirtualnie wybrałem wersję wyposażenia, poprosiłem o jazdę próbną. Trochę nie mogłem się dogadać ze skrzynią TCT. Szczególnie przy kręceniu "do czerwonego" biegi zmieniały się zbyt późno, ale to chyba jedyna rzecz, do której mogę mieć zastrzeżenia. Spory plus należy się za seryjne łopatki do zmiany biegów (w niemieckiej konkurencji nie jest to takie oczywiste). W standardzie są również systemy: d.n.a., Q2 i Start&Stop, za to nie zauważyłem przycisku do wyłączania ESP. Ale ostatnio coraz rzadziej z niego korzystam, więc może nie będzie to dużym problemem. Po krótkiej jeździe naszło mnie spostrzeżenie, że jest coś takiego we włoskich samochodach, co sprawia, że czuję się tam dużo lepiej niż w niemieckich, którymi ostatnio jeżdżę najczęściej.

Tu powinna nastąpić pointa, ale tym razem zostawię i siebie, i czytelników bloga w zawieszeniu. Postanowiłem odłożyć temat na parę dni, co będzie tym prostsze, że akurat wyjeżdżam na krótkie wakacje. Ale jeśli po powrocie mi nie przejdzie, to być może po ponad roku szorstkiej przyjaźni z A3 przyjdzie pora na zmiany.

9 sty 2011

Audi górą

Jak być może niektórzy czytelnicy pamiętają, kilka miesięcy temu moja ówczesna Alfa odmówiła współpracy uznając, że zostawienie jej na prawie tygodnie pod drzewem jest doskonałym pretekstem do rozładowania sobie akumulatora.

Postanowiłem powtórzyć eksperyment z A3 i zostawiłem ją na polu na 26 dni (słownie dwadzieścia sześć), więc kiedy w czwartek wróciłem do domu, z duszą na ramieniu poszedłem sprawdzić, czy jeszcze stoi i czy zechce do mnie zagadać. Odpaliła za pierwszym razem, co może oznaczać tylko dwie rzeczy. Albo Niemcy robią lepsze samochody od Włochów, albo robią samochody bez duszy, które choćby chciały, nie potrafią stroić fochów.


PS. Niestety okazało się, że niemal miesięczny postój odbił się nieco na zdrowiu autka - jakiś idiota porysował szybę w prawych, tylnych drzwiach :-(

7 sty 2011

Podsumowanie 2010

Miniony rok, z motoryzacyjnego punktu widzenia, był nieco mniej ekscytujący od poprzedniego - nie zorganizowałem ani jednej wycieczki na Nordschleife, ani żadnego przejazdu słynnymi trasami rajdowymi. Mimo tego cały rok oceniam pozytywnie - udało się uniknąć strat w sprzęcie (i w ludziach), a także obejrzeć kilka wydarzeń sportowych na żywo (Rajd Polski, Dutch TT i GP Węgier w F1), odwiedziłem też dwie wystawy motoryzacyjne (w Genewie i Paryżu).

Na stałe użytkowałem trzy auta (118d, 147 i A3), a okazjonalnie jeździłem co najmniej siedmioma innymi. Na szczęście diesle ponownie były w mniejszości (3:7). W sumie przejechałem około trzydziestu pięciu tysięcy kilometrów (ponad dwa razy mniej niż rok wcześniej) w jedenastu różnych krajach.

Na koniec kilka "naj" z minionego roku:
  • najlepsze auto: Audi TT Roadster
  • najmocniejsze auto: 300KM (911)
  • najsłabsze auto: 75KM (Clio)
  • najbardziej zaskakujący drobiazg: popielniczki w tylnych drzwiach (147)
  • najfajniejsza elektronika samochodowa: d.n.a. (MiTo)
  • najgłupsza awaria: rozładowany akumulator (147)
  • najniebezpieczniejsza sytuacja: niekontrolowany poślizg przy prędkości autostradowej (118d)
  • najdłuższa przerwa między tankowaniami: 33 dni, 21 godzin i 52 minuty (A3)
  • najprzyjemniejsza trasa: zimowy przejazd przez góry Westerwald na południowy wschód od Bonn (118d)
  • najgorsza trasa: ponad 1200km objazdów, korków i złych decyzji nawigacyjnych między Bronisławowem a Amstelveen (118d)

24 wrz 2010

A3 Sportback Ambition 1.4 TFSI

Zdjęcia udało się zrobić szybciej, niż myślałem, mogę więc przedstawić nowy pojazd:




Poniżej pierwsze spostrzeżenia, przyznaję, że dość powierzchowne, ale ciężko o inne po trzech dniach i niewiele ponad stu kilometrach:
  • Cisza - samochód jest tak wyciszony, że po zatrzymaniu na pierwszych światłach sprawdziłem, czy przypadkiem nie mam jakiegoś systemu typu Stop&Go.
  • ContiSportContact 3 - poprzednio miałem te opony w Ibizie i już wtedy wydawało mi się, że są głośne, ale że tam hałasowało dużo różnych rzeczy, to na opony nie zwracałem szczególnej uwagi. W A3 przy wolnej jeździe słychać głównie szum opon.
  • Brak sterowania radiem z kierownicy - mimo że wcześniej widziałem zdjęcia wnętrza, ten jakże istotny brak zauważyłem dopiero, jak wsiadłem do samochodu. Spore rozczarowanie, ale da się z tym żyć. Szczególnie że przyciski w radiu działają z przyjemnym "klikiem".
  • Obszerne fotele - kiedyś usłyszałem, że Audi robi fotele dla grubasów i mimo że to wersja Ambition ze "sportowymi" fotelami, to i tak czuję się prawie jak na domowej kanapie.
  • Wielkie lusterka - w Alfie były malutkie, w BMW nieco większe, Audi niestety poszalało z rozmiarem. Rozumiem wymogi bezpieczeństwa, ale nie zawsze większe oznacza lepsze, a już na pewno nie ładniejsze.
  • Promień skrętu - mimo, że A3 ma rozstaw osi ponad 5cm dłuższy niż 147 (2578mm vs. 2526mm), to skręca zdecydowanie lepiej. Na parkingu pod domem ciągle się dziwię, że udało mi się wjechać bądź wyjechać na raz.
  • Bagażnik - niby tylko 370 litrów, ale w porównaniu z Alfą (292l), a nawet BMW (330l), robi wrażenie.
  • Brak aluminiowych nakładek na pedały - to nie tylko aspekt wizualny, ale też dźwiękowy. W 118d jak szybko kładłem nogę na gaz (też w ikarusowym stylu), to spod kierownicy dobiegał "plask", w A3 mam powtórkę z rozrywki.
I jeszcze tradycyjna tabelka:
Pojemność skokowa1390ccm
Max moc92kW (125KM)
Max moment obrotowy200Nm@1500-4000obr.
Skrzynia biegówsześciobiegowa
Przyspieszenie 0-100km/h9,6s
Vmax203km/h
Opony225/45R17

20 wrz 2010

Ostatnie zaskoczenie

Stało się, w miniony piątek oddałem Alfę. Ale zanim do tego doszło, przejrzałem wszystkie zakamarki auta w poszukiwaniu różnych drobiazgów, które tam pochowałem w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Postanowiłem też zajrzeć pod przednie fotele. W tym celu otworzyłem tylne drzwi i natknąłem się na taki widok.


Tak, to jest popielniczka! W czasach, kiedy część samochodów nie oferuje ani jednej, w 147 można mieć trzy. Nie, żebym był zwolennikiem palenia w aucie, czy też palenia w ogóle, ale muszę przyznać, że zaledwie dwie godziny przed pożegnaniem, Alfa ostatni raz pozytywnie mnie zaskoczyła.


PS. Nauczony doświadczeniem, notkę o nowym aucie opublikuję dopiero po zrobieniu paru sensownych zdjęć.

12 wrz 2010

Piątkowy wieczór

W minionym tygodniu piątkowy wieczór, zamiast spędzić z piwem przed telewizorem albo w lokalnym barze, musiałem poświęcić na powrót do domu. Przeważnie taka trasa zajmuje mi około czterech godzin, niestety tym razem "nieco" się przedłużyła. A wszystko za sprawą włoskiej złośliwości, skądinąd uzasadnionej.

Zacznijmy od początku, od pewnego czasu zastanawiałem się nad zmianą auta. Powodów było kilka: parę mniejszych i większych usterek, zbliżający się przegląd (komputer pokazuje, że jeszcze 200km), a także niechęć do diesli. Ponadto w ciągu minionych trzech miesięcy przejechałem niecałe sześć tysięcy kilometrów i wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będę jeździł jeszcze mniej. We wtorek w końcu podjąłem decyzję - zmieniam auto.

W piątek koło siedemnastej wsiadłem do samolotu i już po trzech godzinach byłem w samochodzie. Włożyłem kluczyk do stacyjki, a tu zonk. Zamiast znajomego - co nie znaczy lubianego - klekotu, usłyszałem tylko jąkający się rozrusznik. Po chwili przygasły kontrolki, diagnoza była oczywista - padł akumulator.

I tu ujawniła się podstawowa zaleta Alfy - jako, że jest służbowa, to "w zestawie" ma assistance. Wyciągnąłem książkę serwisową i inne papiery, znalazłem odpowiedni numer telefonu i po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że w ciągu sześćdziesięciu minut przyjedzie pomoc. Okazało się, że są wyjątkowo słowni, na pomoc czekałem równo godzinę. Podłączenie kabli i uruchomienie samochodu zajęło nie więcej niż minutę, dostałem jeszcze radę, żeby pojeździć co najmniej pół godziny, bo w przeciwnym razie następnego dnia znów nie odpalę auta.

Tu historia w zasadzie się kończy - dziś auto odpaliło bez problemu - jedno pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi, jak Alfa dowiedziała się o tym, że już jej nie chcę, skoro w momencie podjęcia decyzji stała ponad tysiąc kilometrów dalej? Oczywiście można stwierdzić, że to nie była złośliwość, a akumulator padł z powodu ciągłego niedoładowania spowodowanego jazdą na bardzo krótkich odcinkach. Ale chyba żaden prawdziwy miłośnik samochodów nie zaakceptuje takiego wyjaśnienia ;-)

24 sie 2010

Coś z Toyoty

W poprzednim wpisie dotyczącym Alfy pisałem, że zbiornik paliwa starcza mi na cztery tygodnie. Kolejne tankowanie wypadło już dużo szybciej. Krótkie porównanie wygląda tak:
"Przed notką" "Po notce"
Czas między tankowaniami 648h 37min 8h 3min
Czas jazdy 18h43 7h27
Przebieg 803km 808km
Średnie zużycie paliwa (komputer) 6,7l/100km 6,7l/100km
Średnie zużycie paliwa (kalkulator) 6,9l/100km 6,9l/100km
Średnia prędkość jazdy 43km/h 108km/h
Średnia prędkość (z postojami) 1,2km/h 100km/h


Owe wspomniane powyżej 808km to był pierwszy etap dziesięciodniowej wycieczki (z kilkudniową przerwą na pracę), w trakcie której Alfa pokonała ponad 4200km. Utwierdziłem się też w przekonaniu, że Europa to jest fajne miejsce do życia - można tu przekroczyć siedem granic i odwiedzić sześć różnych krajów nie mając przy sobie paszportu ani dowodu rejestracyjnego.

Niestety Alfa pokazała się ze swojej gorszej strony. Potwierdziła się diagnoza, że tylne amortyzatory nadają się do wymiany, co akurat nie było dużym zaskoczeniem, bo przebieg właśnie przekroczył 100000km. Okazało się także, że Alfa ma coś wspólnego z Toyotą - blokujący się pedał gazu. Doprawdy, dziwne to uczucie, kiedy człowiek zdejmuje nogę z gazu, a samochód nadal przyspiesza. I działo się to po niemal każdym wciśnięciu gazu do oporu.

Winnym okazał się być dywanik, który tak długo nie sprawiał kłopotu, jak długo mógł się swobodnie przesuwać po całej podłodze. Problemy zaczęły się po zaczepieniu dywanika w punktach mocowania. Do tej pory go nie odczepiłem i w sobotę znów miałem wątpliwość przyjemność słuchania diesla kręcącego się ponad 4000 obr/min.

Żeby odblokować pedał, wystarczy go lekko podważyć stopą. I tu ujawnia się przewaga skrzyni manualnej nad automatyczną, bo wciśnięcie sprzęgła daje dodatkowy czas do działania, który przydaje się szczególnie wtedy, gdy pedał zablokuje się w trakcie wyprzedzania, tuż po schowaniu się między dwie ciężarówki.

15 sie 2010

Giugiario pod skrzydłami VW

Od pewnego czasu pojawiały się informacje, że Volkswagen chce kupić studio designerskie Italdesign Giugiario, w końcu w tym tygodniu transakcja stała się faktem. Nasunęło mi się w związku z tym kilka przemyśleń.

Niby to nie pierwsza firma, która trafia pod skrzydła większego partnera z tej samej branży, ale jednak trochę szkoda, bo to prawdopodobnie oznacza ograniczenie współpracy Giugiario z innymi firmami. Nie bardzo chce mi się wierzyć, żeby jakikolwiek duży producent zlecił projekt nowego auta firmie kontrolowanej przez jednego z głównych konkurentów. Czyli nie ma szans na kolejne auta w stylu Alfy Romeo 159, czy Brera. Chyba, że Volkswagen właśnie po to kupił, Italdesign, żeby robić samochody właśnie w takim stylu. Nie byłoby to zaskakujące, bo podobny "numer" ten sam koncern zrobił kilka lat temu – niedługo po zatrudnieniu Waltera de'Silvy w salonach pojawiły się Seaty jakby wzorowane na na ówczesnej stylistyce Alfy Romeo, opracowanej kilka lat wcześniej właśnie przez de’Silvę.

W ostatnich latach Giugiaro współpracował głównie z koncernem Fiata, zaprojektował między innymi wspomniane wcześniej Alfy - 159 i Brera, Fiaty Grande Punto i Bravo oraz Maserati 3200GT i Spyder. Więc zdaje się, że Volkswagen może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednocześnie ma szansę poprawić stylistykę własnych aut i odizolować Giugiario od Fiata, który w XXI wieku między innymi właśnie dzięki udanemu designowi odzyskał równowagę finansową (do tego stopnia, że w zeszłym roku był w stanie przejąć kontrolę nad Chryslerem).

Pisząc o Giugiaro warto wspomnieć jeszcze dwa modele tam zaprojektowane: DeLorean oraz FSO Polonez. Prawdę powiedziawszy nigdy nie sądziłem, że te dwa samochody mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego.


PS. Parę dni przed sfinalizowaniem transakcji na oficjalnym profilu Giugiaro na Facebooku pojawił się wpis: "summer vacation! see you in september!". Ciekawe, prawda?

30 lip 2010

Jeszcze o Alfie

Jedną z niezaprzeczalnych zalet Alfy jest duży, bo aż sześćdziesięciolitrowy zbiornik paliwa, który przy moich obecnych przebiegach pozwala zapomnieć o tankowaniu na trzy, cztery tygodnie*. Żeby nie być gołosłownym sprawdziłem datę ostatniego tankowania - 03.07.2010, nasuwa się oczywisty wniosek: chyba pora przerzucić się na rower.

Ale póki jeszcze zdarza mi się wsiąść do auta, oglądam rozwiązania włoskich projektantów, czasem z zachwytem, czasem z niedowierzaniem. Ot, sterownik szyb w drzwiach kierowcy, który zamiast czterech osobnych wyłączników - po jednym na każde okno, ma tylko dwa i przełącznik "rear", którego naciśnięcie pozwala na sterowanie tylnymi szybami.

Równie dziwne są centralne nawiewy z trzema osobnymi kratkami. Pamiętam Audi 80 z trzema nawiewami na środku, ostatnio trzy nawiewy pojawiły się w Peugeocie 308**. Ale w obu tych przypadkach dodatkowy nawiew jest identyczny z pozostałymi dwoma i może być skierowany na kierowcę lub pasażera. Trzeci nawiew w 147 umieszczony jest na górze deski rozdzielczej i ma nieruchome kratki. Zdaje się, że pełni głównie funkcję stylistyczną. I to właśnie za takie drobiazgi lubię Alfę Romeo.


* - przypomina się Abarth, który potrafił wypić cały zbiornik w trzy godziny.

** - w RCZ środkowy nawiew został zastąpiony eleganckim zegarkiem z pożytkiem dla stylu, a bez szkody dla funkcjonalności.

19 lip 2010

Pierwszy tysiąc

Minął miesiąc od odebrania 147, w tym czasie przejechałem raptem 1000km. Niezbyt wiele, więc i podsumowanie będzie krótkie. Właściwie można by je zamknąć stwierdzeniem: moja Alfa to kwintesencja włoskiego samochodu. Fajne kształty, niezły silnik, ale różnorodne dźwięki i drobne usterki potrafią uprzykrzyć życie.

O drobiazgach eksploatacyjnych typu wycieraczki niemal nie zbierające wody z szyby (w przypadku tylnej wycieraczki, słowo "niemal" należałoby zastąpić słowem "zupełnie") czy zużyte tarcze hamulcowe nawet nie warto wspominać. Tym bardziej, że wycieraczki już są nowe, a na wymianę tarcz jestem umówiony pod koniec miesiąca. Skrzypiący ogranicznik drzwi też mnie nie martwi, bo szczęśliwie są to drzwi tylne.

Najbardziej męczące jest dochodzące z tyłu trzeszczenie słyszalne podczas wolnej jazdy. Dwa tygodnie zajęło mi szukanie przyczyny. Sprawdziłem, czy koło zapasowe ze wszystkimi narzędziami jest dobrze przykręcone, zdjąłem tylną półkę, złożyłem kanapę, posłuchałem odbojników klapy, łapałem za tylną wycieraczkę i próbowałem ruszać tylnymi światłami, które zresztą składają się z czterech części. Wszystko na nic. W końcu któregoś ranka nacisnąłem na tylną klapę i wtedy usłyszałem "ten dźwięk". Klapę, nawet jak jest zamknięta, da się lekko docisnąć. Podobno problem ma rozwiązać wymiana "zestawu gumek" (zapewne chodzi o uszczelki tylnej szyby).

Najbardziej martwi mnie jednak fakt, że Alfa potrafi strasznie dymić. Ostatnio jeżdżę głównie po mieście i nie nadużywam prawego pedału, ale jak się czasami zapomnę, to zostawiam za sobą chmurę sadzy, jakbym stawiał zasłonę dymną.

19 cze 2010

Alfy trzy

Dotarły do mnie głosy, że w poprzedniej notce brakuje zdjęć. Pierwsze sygnały jeszcze udało mi się zagłuszyć, ale gdy krytyka przybrała na sile, ugiąłem się pod presją otoczenia i zszedłem na parking z aparatem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem, że spośród pięciu zaparkowanych samochodów, aż trzy to Alfy - 156 w wersji Sportwagon oraz dwie 147, przed- i poliftowa. Była też Lancia w dyskretnym mundialowym przebraniu.







18 cze 2010

Zamienił stryjek...

No i stało się, BMW 118d - niewątpliwie dobre auto, bez znaczących wad, za to z jedną niezaprzeczalną zaletą (RWD) - odeszło do przeszłości, zostało wymienione na Alfę Romeo 147. W tym momencie połowa czytelników pewnie znacząco popukała się w czoło, mrucząc "zamienił stryjek siekierkę na kijek". Myśl ta jest nie tylko zrozumiała, ale nawet częściowo uzasadniona. Pierwszy kontakt z nowym autem i we mnie wzbudził podobną reakcję.

Alfa, podobnie jak BMW, wyjechała z fabryki w 2006r, przebieg również ma zbliżony do tego, jaki miało 118d, kiedy je dostałem w swoje ręce. Niestety po Alfie upływ czasu widać znacznie wyraźniej. Zapewne częściowo jest to kwestia jakości wykonania, jednak wygląda na to, że Alfa miała dużo cięższe życie. Zegary pokazują raptem 94000km, ale niektóre części, m.in. dźwignia zmiany biegów czy plastik wokół prawej tylnej klamki, wyglądają, jakby w przebiegu brakowało jedynki z przodu, a może nawet dwójki. Gdyby ktoś mi pokazał taki samochód w ogłoszeniu, to stan licznika potraktowałbym z dużą rezerwą.

Ale nie tylko stan auta, nad którym łatwo przeszedłem do porządku dziennego, wzbudził moje wątpliwości. Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale mimo jasnego wnętrza 147 sprawia wrażenie ciaśniejszej od jedynki. Także ergonomia pozostawia sporo do życzenia. Na pewno do niektórych irytujących drobiazgów niedługo się przyzwyczaję, ale o części rozwiązań można wprost napisać, że są po prostu gorsze niż w BMW. Chociażby dźwignia hamulca ręcznego umieszczona bliżej pasażera niż kierowcy, czy wyłącznik tempomatu w postaci przekręcanego pierścienia na dodatkowej dźwigni.

Jest też jeden gadżet, bez którego już pierwszego dnia poczułem się nieswojo. Aż wstyd się przyznać, chodzi o czujniki parkowania. Nadal radzę sobie z parkowaniem bez problemu, ale fakt, że muszę przy tym uważać znacznie bardziej niż dotychczas, tak samo mnie zaskoczył, jak ucieszył. Dlaczego ucieszył? Bo przypomniał mi, że przynajmniej niektóre elektroniczne dodatki można zastąpić skupieniem i umiejętnościami.

Na szczęście mimo wszystkich powyższych wad są też obszary, gdzie Alfa góruje nad BMW. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to wygląd zegarów. Minimalizm BMW nie przypadł mi do gustu, więc cieszy mnie, że włoscy projektanci skorzystali z okazji, żeby się wykazać. Zegary są naprawdę ładne, przy czym ciekawy design nie odbił się negatywnie na czytelności. No i jest wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej, którego brakowało mi w 118d.

Z pozostałych przewag Alfy nad BMW warto wspomnieć:
  • Skórzaną tapicerkę, mimo że po niej też już widać upływ czasu.
  • Bardzo wygodne fotele, z dużo lepszym trzymaniem bocznym. (Pod tym względem BMW zdecydowanie odstawało od standardu, do którego jestem przyzwyczajony.)
  • Aluminiowe klamki zewnętrze, które w holenderskie poranki są przyjemnie chłodne w dotyku.
  • Wygląd zewnętrzny - chociaż jak już wcześniej pisałem BMW mi się podoba, to mimo upływu dziesięciu lat od pojawienia się 147 na rynku, a sześciu od faceliftingu, Alfa stanowi klasę samą w sobie.

Na koniec pozostawiłem największą zaletę i przewagę 147 nad 118d - silnik. Co prawda ponownie trafił mi się diesel, ponadto znacząco głośniejszy, do tego o pojemności mniejszej o 85cm3, ale za to zdecydowanie mocniejszy. Nie sądziłem, że różnicę 28KM będzie czuć tak wyraźnie. I nie chodzi tylko o subiektywne odczucia. O ile ESP w BMW na suchym asfalcie było zupełnie bezrobotne, to w Alfie kontrolka rozbłyskuje raz po raz. Wyłączenie ASR kończy się zbędnym zużyciem opon nie tylko przy ruszaniu, ale także przy zmianie biegów. I to wszystko mimo szerszych opon. Podsumowując, myślę, że stopięćdziesięciokonne JTD zrekompensuje mi brak RWD.

Na koniec tradycyjna tabelka z podstawowymi danymi:
Pojemność skokowa 1910 ccm
Max moc 110kW (150KM)
Max moment obrotowy 305Nm@2000obr.
Skrzynia biegów sześciobiegowa
Przyspieszenie 0-100km/h 8,8s
Vmax 208km/h
Opony 215/45R17

23 kwi 2010

MiTo Quadrifoglio Verde

Jakiś czas temu wstąpiłem do salonu Alfy Romeo. Celem wizyty było obejrzenie oraz przetestowanie najmocniejszej dostępnej wersji MiTo, czyli Quadrifoglio Verde. Najmocniejszej, bo zapowiedziana GTA, prawdopodobnie z powodu kryzysu, nigdy nie zawitała w salonach. Chociaż nie tracę nadziei i uważam, że nowy silnik 1750TBi, nawet w swojej najsłabszej, dwustukonnej wersji byłby wprost idealny do MiTo GTA. Ale tymczasem, niejako na pocieszenie możemy się cieszyć Quadrifoglio Verde, czyli czterolistną koniczyną.


Oczywiście głównym punktem programu miała być jazda testowa, ale wcześniej musiałem wysłuchać litanii sprzedawcy na temat różnych opcji wyposażenia i stylizacji, a jest tego nie mało, bo nawet obwódki świateł dostępne są w kilku kolorach i wykończeniach. Dokładnie obejrzałem wnętrze i tu pojawiły się pierwsze wątpliwości. W konsoli centralnej, znajdują się cztery niezbyt duże, ale nazbyt dobrze widoczne otwory do wyciągania radia (w Abarthcie też były, ale nie rzucały się tak bardzo w oczy). Jeśli Alfa Romeo aspiruje do klasy premium, to takie kwiatki nie powinny się zdarzać. Także nawiewy "bez kratek" bardziej przypominają stare Doblo niż 159 i nawet jeśli są solidnie wykonane, kojarzą się z przesadnym cięciem kosztów. Za to pozytywnym zaskoczeniem były dźwignie przy kierownicy, które dzięki zmianom końcówek nie przypominają tych w Seicento, jak to ma miejsce w Grande Punto.

Obejrzałem też auto z zewnątrz, bardzo mi się spodobały felgi, bo we wszystkich salonowych autach były duże, a w QV wręcz bardzo duże (18"). Również hamulce w tej wersji są powiększone i nie tylko dobrze się prezentują, ale jak się później okazało, są całkiem skuteczne. Ręczny też ;-)


Na jazdę testową musiałem poczekać tydzień, ale było warto. Jedynym przełącznikiem, na jaki moją uwagę zwrócił sprzedawca, była mała dźwignia systemu D.N.A., który zmienia reakcję na gaz, siłę wspomagania kierownicy oraz działanie elektronicznych pomocników. Jak sama nazwa wskazuje dostępne są w nim trzy tryby: dynamic, normal i all weather, przy czym w dwóch ostatnich auto wydaje się nieco ospałe, za to po przełączeniu na dynamic odsłania się prawdziwe oblicze MiTo Quadrifoglio Verde.

Tuż po ruszeniu zaskoczyła mnie gwałtowna reakcja na gaz, co w równej mierze mogło być spowodowane temperamentem MiTo, co faktem, że nieco się odzwyczaiłem od jazdy mocnymi autami. Za sprawą owego temperamentu na mojej twarzy pojawił się "banan", który nie znikł aż do końca. Nie zmąciła go nawet nieco zbyt wysoka pozycja za kierownicą (to wrażenie może być spowodowane efektem niskiej bazy, bo w 118d siedzi się stosunkowo nisko). Uśmiech był podtrzymywany przez dźwięk wydechu, który być może na długich trasach zacząłbym przeklinać, ale w czasie krótkiej jazdy testowej był bardzo przyjemny. Dodatkowo bawił mnie wskaźnik ciśnienia doładowania, który znam już z Abartha, chociaż w Alfie z niewiadomych powodów działa tylko w trybie "dynamic".

Ciężko jednym zdaniem podsumować MiTo Quadrifoglio Verde. Z jednej strony, jak na samochód klasy premium za dużo jest w nim nieco drażniących drobiazgów, również wygląd zewnętrzny może prowokować dyskusje. Z drugiej strony, silnik, zawieszenie, czy niektóre smaczki stylistyczne powodują, że ciężko przejść obok niego obojętnie.