Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty

4 wrz 2014

Smart-przyczepka

Ludzie jeżdżąc na wakacje zabierają różne rzeczy. Będąc w Birmie spotkałem Japończyka, który cały bagaż na kilkumiesięczną podróż spakował w niewielki i do tego pustawy plecak. Większość ludzi bierze ubrania i podstawowe przedmioty, które przeważnie zajmują cały plecak lub walizkę. Niektórzy podróżują dodatkowo z namiotem, śpiworem i karimatą. Inni biorą ze sobą cały dom w postaci przyczepy lub samochodu kempingowego. W tym ostatnim przypadku często jako dodatkowe wyposażenie pojawiają się rowery lub skutery, przeważnie przewożone na bagażniku z tyłu samochodu. Ale ostatnio na holenderskiej autostradzie zobaczyłem coś, co wprawiło mnie w lekkie osłupienie. Oprócz roweru jako wyposażenie wakacyjne ktoś postanowił zabrać ze sobą niewielki samochód.
Ciekawe, czy podróż Hymermobilem ze Smartem na holu jest prostsza od jazdy zwykłym samochodem z przyczepą kempingową.

Natomiast zupełnie nie jest zaskakujące miejsce tego spotkania - Holendrzy to chyba najbardziej "kempingowy" naród świata. Belgowie się z nich śmieją, że każdego lata tłumy ich północnych sąsiadów suną z przyczepami na południe Europy przy okazji korkując Belgię. W lipcu i sierpniu na Lazurowym Wybrzeżu żółte rejestracje są niemal tak powszechne jak w Niderlandach, a spora część tych samochodów przyjeżdża właśnie z przyczepami. Jak widać czasami jest na odwrót, samochód przyjeżdża jako przyczepa :)

29 sie 2014

DTM na Nürburgringu

Dawno nie byłem na żadnej imprezie motoryzacyjnej. Co prawda wiosną odwiedziłem wystawę w Genewie, ale od zeszłorocznej Barbórki warszawskiej omijałem sport motorowy - a może to sport omijał mnie. Z olbrzymim żalem opuściłem tegoroczny Rajd Polski, który ponownie rozgrywany jest wczesnym latem. Niestety kiepskie planowanie spowodowało konflikt terminów i nie zdążyłem na czas wrócić z urlopu. Postanowiłem więc nadrobić zaległości. Pierwotnie zamierzałem wybrać się na wyścig Formuły 1 na pięknym torze Spa-Francorchamps, ale po krótkim namyśle postanowiłem nie czekać i skorzystałem z wcześniejszej okazji. Wybrałem się na wyścig DTM na torze Nürburgring.

Z racji podjęcia decyzji o wyjeździe niemal w ostatniej chwili hotel zarezerwowałem tuż przed wyjazdem, tzn. w piątek wieczorem. Najbliższe wolne pokoje były 50km od toru i kosztowały 65€. Przebiegła mi jeszcze przez głowę myśl, żeby nie robić rezerwacji i poszukać pokoju do wynajęcia w jednym z miasteczek w pobliżu toru, jednak nie zdecydowałem się ten ruch. I to chyba była dobra decyzja, bo tabliczkę "Zimmer Frei" wypatrzyłem tylko w jednym miejscu. Rozważałem też wzięcie namiotu, ale prognoza pogody - 10 stopni i deszcz, szybko mnie odwiodła od tego pomysłu. Ostatecznie wybór hotelu okazał się udany, głównie za sprawą urokliwego położenia w małym miasteczku w dolinie Mozeli, gdzie chcąc nie chcąc wieczór należało spędzić z kieliszkiem lokalnego wina. Polecam! Lekcja na przyszłość: jeśli chce się mieszkać blisko toru, hotel należy rezerwować z wyprzedzeniem.

Trochę mniej szczęścia miałem z biletami na wyścigi. W sobotę wczesnym popołudniem wszystkie miejsca na "złotych" trybunach były już wyprzedane i pozostały jedynie trybuny "srebrne" lub "brązowe". Spośród srebrnych, wolne miejsca były na trybunach 12a, 5a i 10b. Za radą kasjerki wybór padł na tę ostatnią. Alternatywą była 12a, a podobno najmniej atrakcyjna z tych trzech jest trybuna 5a. Ku pamięci: weekendowe bilety na trybunę złotą kosztowały 55€, na srebrną - 40€, a na brązową - 30€. Wstęp na padok kosztował dodatkowo 30€. W przedsprzedaży było to odpowiednio: 52, 36, 26 i 25€, czyli oszczędność wynikająca z wcześniejszego zakupu nie jest duża, ale niewątpliwą zaletą jest większa dostępność dobrych miejsc. À propos pieniędzy, przy torze są bankomaty firmowane przez Sparkasse, ale niestety nie udało się z nich skorzystać, mimo że na wyświetlaczach były widoczne loga Visa, Maestro i MasterCard. Także o wypłacie warto pamiętać przed przyjazdem na tor, bo o ile za bilety można zapłacić elektronicznie, to już w stoiskach z jedzeniem trzeba korzystać z gotówki.

Na koniec praktycznej części notki dwa słowa o parkingach. Od strony trybuny głównej parkingi są oznaczone literą B i w sobotę popołudniu te najbliżej toru były już zajęte. Najbliżej trybuny T10b jest parking C8, ale o 10 rano w niedzielę był już zajęty, szczęśliwie parking C7 też jest dość blisko. Zaletą parkingów po tej stronie toru jest względnie szybki wyjazd w kierunku autostrady nr 1 i tylko pierwszy skręt w lewo na drogę 258 może być trudny, więc warto rozważyć wyjazd w kierunku południowo-zachodnim do drogi 257, z której na drogę 258 można wjechać na bezkolizyjnym skrzyżowaniu.

Ale przecież nie po to piszę tę notkę, żeby rozprawiać o logistyce. Najważniejsze były wyścigi. Oprócz DTM, czyli chyba najważniejszej niemieckiej serii wyścigowej, można było obejrzeć Porsche Carrera Cup Deutschland, europejską Formułę 3, Volkswagen Scirocco R-Cup oraz Auto GP. Tych dwóch ostatnich nie udało mi się obejrzeć w akcji. Z pozostałych, najbardziej widowiskowy był oczywiście wyścig DTM. Jednocześnie był to wyścig zdecydowanie najdłuższy, bo trwał ponad godzinę (49 okrążeń) i najgłośniejszy. Porsche były znacząco cichsze, mimo niewielkiej różnicy pojemności (Porsche 3.8 B6 460KM, DTM 4.0 V8 około 500KM). O Formule 3 z zaledwie czterocylindrowymi dwulitrówkami w kontekście dźwięku nie warto wspominać, choć to nie znaczy, że w trakcie wyścigu było cicho. Na pewno nie było też wolno, bo bolidy F3 mają około 225KM, a ważą jedynie 565kg (z kierowcą) i wykręcają czasy nieco lepsze od DTM.


Zanim jeszcze przekonałem się, jak brzmią różne silniki, zajrzałem na padok. Największą jego atrakcją miał być 45-minutowy pitwalk, który mnie nieco rozczarował. Zespoły nie pracowały przy samochodach, na wszystkich stały tabliczki "Parc fermé, Do Not Touch!". W porównaniu z parkiem serwisowym na rajdach tutaj po prostu wiało nudą. W tej sytuacji największą atrakcją były dziewczyny trzymające znaczki z nazwiskami kierowców. Niestety z powodu pogody żółte stroje nie były tak skąpe jak zwykle ;-)

Ale nie ma co narzekać, nie nogi przyjechałem oglądać. Inne widoki na padoku były bardziej interesujące, chociażby ciężarówki. Zespół Mercedesa przyjechał Actrosami, Audi - z racji powiązań finansowych z Volskwagenem - Manami. Zastanawiałem się, jakiego wyboru dokonało BMW, które nie ma w ofercie ciężarówek. Okazało się, że również postawiło na Many, być może dlatego że siedziby obu firm oddalone są o zaledwie kilka kilometrów. Najwygodniejszym środkiem transportu na padoku jest skuter, większość to raczej poręczne pięćdziesiątki i stodwudziestkipiątki, ale BMW przywiozło też C evolution, czyli maxiskuter elektryczny, oczywiście "powered by M".

Oczywiście oprócz serwisów zespołów wyścigowych były też osobne serwisy oponiarskie. DTM ma umowę z Hankookiem, podobnie Formuła 3, Scirocco jeździły na Dunlopach, a Porsche - na Michelinach. Zużyte opony cieszyły się dużym powodzeniem i sam też się zastanawiałem, czy nie wrzucić jednego lub dwóch slicków do bagażnika, ale nie przyszedł mi do głowy żaden sensowny pomysł na zagospodarowanie takiego trofeum. Niestety DTM jeździ na osiemnastkach, które nie pasują na żaden z dostępnych mi pojazdów. Wróciłem więc z pustymi, za to czystymi, rękami.


Po obejściu padoku przyszła pora na prawdziwe ściganie. W planie miałem obejrzenie wyścigów Carrera Cup i Auto GP. Jednak jak to w sporcie bywa, plany szybko legły w gruzach. Zaraz po starcie Carrera Cup wyścig został przerwany z powodu dość poważnie wyglądającego wypadku. W jego wyniku do szpitala trafił jeden kierowca - jak się później dowiedziałem był to Robert Lukas, jedyny Polak startujący w niemieckim Carrera Cup - a ściąganie rozbitych samochodów i sprzątanie toru trwało na tyle długo, że nie czekałem już na wznowienie wyścigu. W zamian skorzystałem z okazji i zrobiłem jedno kółko po pętli północnej, która tego dnia była otwarta dla "turystów", koszt dziesięciu minut przyjemności to jedyne 27€. Po tej krótkiej rozrywce udałem się do wspomnianego już hotelu, po drodze nie odmawiając sobie Flammkuchen, czyli tradycyjnej, wiejskiej potrawy jakby w formie bardzo cienkiej pizzy, zrobionej z ciasta chlebowego z sosem śmietanowym, cebulą i boczkiem (tym razem zamiast boczku były kurki). To jest moje ulubione niemieckie danie - być może dlatego, że tak naprawdę pochodzi z Alzacji. ;-)

W niedzielę w okolice toru udało się dotrzeć dopiero o 10, więc już po wyścigu Scirocco R-Cup, a to znaczy, że nie zobaczyłem w akcji samochodów na gaz ziemny (CNG). Na trybunę wszedłem w trakcie drugiego wyścigu Porsche Cup.


Następnie był wyścig Formuły 3.


W tym wyścigu w barwach Red Bulla jechał Max Verstappen, syn byłego kierowcy F1 - Josa. Max niestety nie dotarł do mety, bo na pięć okrążeń przed końcem silnik dostarczony przez Volskwagena wyzionął ducha. Jednak mimo tej awarii Max miał nie najgorszy tydzień. Raptem kilka dni wcześniej dołączył do zespołu Red Bull
Junior Team, a już następnego dnia po pechowym wyścigu pojawiła się informacja, że od następnego sezonu będzie jeździł w zespole Toro Rosso w Formule 1. Będę trzymał za niego kciuki i mam nadzieję, że przyćmi swojego ojca, który jeździł w F1 8 sezonów i dwa razy stanął na podium. Ciekawostką jest, że matka Maxa - Sophie Kumpen też ma doświadczenie wyścigowe, w młodości uprawiała karting i w roku 1995 wygrała prestiżowe Trofeo Margutti. Maxowi nie udało się powtórzyć tego wyczynu w 2012.

Wróćmy jednak do DTM, po wyścigu Formuły 3 była dłuższa przerwa, którą wykorzystałem na kolejną wizytę w padoku połączoną z pitwalkiem, tym razem nieco ciekawszym, bo w niektórych boksach jeszcze coś się działo. Zastanawiające jest, że silniki były przykryte płachtami, które były zdejmowane tuż przed założeniem maski i to w taki sposób, żeby nie odsłonić silnika gapiom.


Tym razem nie było dziewczyn z Deutche Post, w ramach pocieszenia przy Audi sponsorowanym przez Playboya były króliczki. Był także koncert Andreasa Bouraniego - niemieckiej gwiazdki pop. Ale prawdę powiedziawszy mało kto zwracał na niego uwagę.


Po tych wszystkich atrakcjach, oraz po zjedzeniu przesolonych frytek, wróciłem na trybuny, żeby obejrzeć główny wyścig weekendu. Okazał się dość emocjonujący, acz niestety większość ekscytujących wydarzeń miała miejsce w innych częściach toru, więc można je było zobaczyć jedynie na telebimie. Ale i pod nosem było dość ciekawie, bo hamowanie do ostrego zakrętu, a potem krótka prosta dostarczały ciekawych wrażeń, w tym również dźwiękowych. Fajnie było oglądać Augusto Farfusa (BMW), który po wczesnym pit stopie wymuszonym przez kolizję z Jamie Greenem (Audi) jadąc na miękkich oponach na każdym okrążeniu wyprzedzał co najmniej jednego przeciwnika. Niestety, kiedy przeciwnicy zmienili opony na miękkie, a Farfus na twarde, role się odwróciły i niebiesko-zielone BMW traciło pozycje z każdym kółkiem. Nie doczekawszy deszczu, który mógłby mu pomóc - do czego przyznał się po wyścigu - Augusto zjechał do boksów przed
końcem wyścigu. Ciekawy pojedynek stoczyli też Timo Glock (BMW) i Gary Paffet (Mercedes), sporo było przepychania i wyprzedzania, ostatecznie zwycięsko z tej walki wyszedł Paffet, który dzięki temu zajął... 16 miejsce (15. po tym jak Joey Hand (BMW) dostał 30 sekund kary za niebezpieczny wyjazd z pitstopu już po zakończeniu wyścigu). Na czele nie było aż tak wielu emocji, pierwsze trójka nie zmieniła się od drugiego okrążenia aż do końca, z wyjątkiem dwóch kółek w trakcie których czołówka zjeżdżała na pit stop. Ostatecznie pierwsze miejsce zajął Marco Wittmann (BMW), drugie - Mike Rockenfeller, trzecie - Edoardo Mortara (obaj Audi). Na dwóch ostatnich miejscach przyjechali "emeryci" z Formuły 1 - Timo Glock (BMW) i Witalij Pietrow (Mercedes). Honor kierowców F1 uratował Paul di Resta, który był czwarty i jednocześnie najszybszy z kierowców Mercedesa.


Po wyścigu DTM były jeszcze dwa inne wyścigi, ale nie czekałem już na nie, tylko udałem się do domu na spotkanie z kumplem z liceum, który postanowił mnie odwiedzić "po drodze do Bremy". Udany weekend zakończył się udanym wieczorem przy holenderskim piwku.


PS. Na Formułę 1 do Belgii tydzień później też pojechałem :)

31 sty 2012

Nowa S-klasa i BMW 1

Niedawno wspomniałem, że widziałem Mercedesa GLK z zaklejonymi zderzakami. Nie spodziewałem się wtedy, że takie okazy będą pojawiały się częściej.

Na początku tego roku zobaczyłem kolejny zamaskowany samochód. Niemal na pewno był to Mercedes, ale pewien nie jestem, bo chyba jedynymi niezaklejonymi elementami były szyby i dach. Do tego pewnie dla zmylenia przeciwnika tablice rejestracyjne były z Freiburga. Sądząc po rozmiarze była to nowa S-klasa. Jest to o tyle prawdopodobne, że obecna generacja jest na rynku od 2006 roku, a główni konkurenci, czyli Audi A8 i BMW serii 7, a także Porsche Panamera debiutowały w 2009 roku, więc pora na zmianę jest odpowiednia. Oficjalnej daty premiery jeszcze nie ma, ale z prasowych spekulacji wynika, że może to być w tym bądź przyszłym roku.

Niedługo po spotkaniu nowej S-klasy natknąłem się na BMW serii 1, zapewne w wersji trzydrzwiowej. Zapewne, bo z jednej strony to akurat tylna część była szczególnie szczelnie zaklejona, a z drugiej - wersja pięciodrzwiowa na rynku już jest. BMW w podchody się nie bawiło i miało rejestrację z Monachium. Podobnie, jak w przypadku Mercedesa, tylne światła były zastąpione diodowymi zamiennikami jakby przyklejonymi do oryginalnych lamp. A swoją drogą ciekawe, co skłoniło testerów z BMW do odwiedzenia jaskini lwa, bo nie wierzę, że zawitali do Stuttgartu podziwiać miasto, które akurat specjalnie urokliwe nie jest.

22 gru 2011

Facelifting Mercedesa GLK

To będzie pierwsza w historii tego bloga notka szpiegowska.

Dziś rano idąc do pracy natknąłem się na Mercedesa GLK ze zderzakami oklejonymi czarną taśmą. Niechybnie w niedługim czasie szykuje się facelifting. I najwyraźniej ograniczony będzie do świateł, zderzaków i atrapy chłodnicy. Zaklejona była też gwiazda na grillu, co jest pewnie standardową procedurą, ale wyglądało to dość komicznie, bo naprawdę nie trudno było się zorientować, że to jest Mercedes.

8 paź 2011

IAA 2011 - samochody sportowe

Zmotywowany komentarzem k. pod poprzednią notką uzupełniam bloga o pozostałe sportowe auta z Frankfurtu.

Na początek ostatni z pokazanych samochodów WRC, czyli Polo R, które ma się pojawić na rajdowych trasach w 2013 roku. Chociaż po cichu liczę na to, że zadebiutuje na oesach już w przyszłym roku. Mini udowodniło, że nawet będąc w fazie testów można stawać na podium. Byłoby fajnie, gdyby VW podtrzymał ten trend.



Oprócz Polo R, VW pokazał Race Tuarega z Dakaru.



Dacia pochwaliła się Dusterem z silnikiem z Nissana GT-R, który osiągnął (Duster, nie GT-R) naprawdę niezły czas na Pikes Peak - 10:17.7.


Były też bolidy Formuły 1, ale prawdę powiedziawszy w hali wystawowej nie robią takiego wrażenia, jak na torze, co wynika w równej mierze z ich dość niewielkich wymiarów zewnętrznych, co i faktu, że chyba nikt nie odważyłby się odpalić ich silników w zamkniętym pomieszczeniu, przez co tracą atut w postaci niesamowitego dźwięku.



Pojawiło się też kilka aut "turystycznych", co jest o tyle przewrotną nazwą, że naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić nakład pracy, który przywrócił by auto z DTM lub WTCC do stanu, w którym dało by się nim wybrać w jakąkolwiek podróż. Ale akurat C30 z WTCC przygotowane przez Polestar z zewnątrz wygląda nie szokuje spojlerami i może właśnie dlatego wyjątkowo przypadło mi do gustu, mimo że generalnie nie pałam wielką miłością do tego modelu.







Lotus pokazał Exige'a w wersji R-GT, czyli przygotowanego do startów w nowej klasie rajdowej. Próbowałem znaleźć więcej informacji na ten temat, ale dowiedziałem się tylko, że samochody o pojemności powyżej 3100cm3 mają podniesiony limit wagi minimalnej. Z tego wyciągnąć można wniosek, że na rajdowych trasach mają szansę zagościć auta z dużymi silnikami. Czyżby szykował się powrót Porsche?


Mini, oprócz wspomnianego już auta WRC, chwaliło się Coupe z wyścigów dwudziestoczterogodzinnych. Również Peugeot pokazał samochód z tej samej serii, ale dla odmiany z silnikiem diesla.




Muszę jednak przyznać, że przy całej sympatii do aut sportowych, akurat RCZ dużo bardziej przypadł mi do gustu w wersji zupełnie cywilnej, za to z silnikiem benzynowym, którym miałem okazję pojeździć przy okazji tegorocznego Rajdu Polski, ale o tym być może napiszę w jednej z następnych notek.

7 wrz 2011

600 AMG

Jak pewnie znaczna część czytelników tego bloga wie, niektórzy producenci umożliwiają zamówienie samochodu bez oznaczenia modelu i wersji silnikowej. Wygląda na to, że właściciel poniższego Mercedesa skorzystał z tej opcji. Jednak w swoim postanowieniu nie wytrwał zbyt długo i już przy rejestracji, postanowił oznajmić światu, czym jeździ:


Przy okazji warto wspomnieć, że w zeszłym roku w Belgii pojawiły się nowe tablice rejestracyjne - zamiast sześciu znaków - trzech liter i trzech cyfr lub na odwrót - jest teraz znaków siedem - cyfra, trzy litery i trzy cyfry. Zmienił się też rozmiar tablic na ogólno-europejski. Żeby jednak nie stopić się całkowicie z resztą kontynentu czcionka nadal jest rubinowa (informacja dla grafików - RAL 3003; wyjaśnienie dla mężczyzn - chodzi o czerwony).

31 sie 2011

Perełki z dawnych czasów

Na początku sierpnia, wracając z pracy, trafiłem na dwa piękne samochody w naprawdę dobrym stanie. Pierwszy to Volkswagen T2 Pritschenwagen, co w wolnym tłumaczeniu znaczy skrzynkowóz. Natomiast drugi to prawdziwy rarytas - Mercedes-Benz 600 (W100) w wersji wydłużonej, czyli słynny Pullman. Między rokiem 1964 a 1981 powstało ich zaledwie 428. I co prawda dziś jego osiągi, mimo 6,3-litrowego silnika, nie robią już dużego wrażenia, ale rozmiary nadal imponują. Zresztą wystarczy wspomnieć, że długością i rozstawem osi Pullman przewyższa Maybacha 62.

Zdaje się, że VW i Mercedes były ruchomą dekoracją jakiegoś filmu akurat kręconego w Sztokholmie, bo zaraz po zrobieniu zdjęcia zostałem przepędzony przez uprzejmą, acz stanowczą blondynkę ;-)


Dwa dni później, już nie na planie filmowym, tylko po prostu zaparkowane na ulicy, wypatrzyłem Volvo P1800, czyli auto Świętego. Wyglądało wcale nie gorzej niż poprzednie dwa, a do tego sprawiało wrażenie używanego na co dzień.



To znalezisko skierowało moje myśli w stronę szwedzkich produktów motoryzacyjnych z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale o tym w jednej z następnych notek ;-)

6 lip 2011

Wydłużone taksówki z Cypru

Dostałem zdjęcia sześciodrzwiowych taksówek, o których wspomniałem w poprzedniej notce.




Na ostatnim zdjęciu stoją cztery Mercedesy i to podobno nie był odosobniony widok. Jeśli ktoś wie, albo chociaż się domyśla, z czego wynika ich popularność, proszę o info w komentarzach.