Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamborghini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamborghini. Pokaż wszystkie posty

30 kwi 2014

When you buy a Ferrari...

Od czasu do czasu rozmawiam ze znajomymi o samochodach marzeń i wtedy w rozmowie pojawiają się Porsche, czy Lamborghini które przeważnie puentuję stwierdzeniem, że to są doskonałe samochody, które doceniam i szanuję, ale "chemii brak". Oglądając dziś końcówkę jakiegoś strasznie starego odcinka Top Gear usłyszałem cytat, który doskonale tłumaczy, dlaczego ze wszystkich super-samochodów to właśnie Ferrari najbardziej przemawia do mojej wyobraźni. Podsumowując test Lamborghini Gallardo Jeremy Clarkson powiedział "I do truly believe that it's a better car than a Ferrari 360. But when you buy a Ferrari you're getting so much more than just a car. You're getting that whole kind of golden glow of fifty years of Ferrari ownership".

Z jakiegoś powodu aura i - nie boję się powiedzieć - magia otaczająca Ferrari przemawia do mnie o wiele bardziej, niż Lambo, Porsche, czy nawet Bugatti. I dlatego też, nawet jeśli w obiektywnych i mierzalnych kategoriach jest dużo samochodów lepszych od Ferrari, to mając nadmiar wolnej gotówki patrzyłbym właśnie w stronę Maranello.

Reguła ta przenosi się także na samochody bardziej osiągalne. Być może powodem, dla którego niemieckie auta wygrywają dużą część testów w prasie motoryzacyjnej, jest fakt, że w sferze mierzalnej są to lepsze samochody.* Ale nie jest to na pewno jednoznacznie z tym, że niemieckie samochody sprawiają więcej radości od, dajmy na to, włoskich czy francuskich. I kiedy na przeciwko siebie stają Ferrari i Porsche, Renault i Volkswagen, czy Fiat i Seat, liczby przegrywają z emocjami.

Także moje ostatnie doświadczenia pokazują, że wybór samochodu nie sprowadza się tylko do porównania liczb, bo samochód ma tyle wymiarów, że każdy drobiazg może przewrócić klasyfikację do góry nogami. Acz muszę przyznać, że niektóre liczby jednak przekładają się na przyjemność z jazdy, czego najbardziej oczywistym przykładem jest liczba koni mechanicznych. Okazuje się, że znacznego niedoboru KM nie rekompensuje nawet wiatr we włosach. Szukając samochodu na lato zacząłem od Mazdy MX-5 NB i ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu niezbyt mocny silnik 1.8 nie zapewnił wystarczająco pozytywnych wrażeń nawet mimo względnie niskiej masy Mazdy. A ponieważ na tytułowe Ferrari ciągle mnie nie stać, chwilowo zawiesiłem poszukiwanie kabrioleta.

Suplement: W weekend jednym okiem oglądałem odcinek serialu o Annie German, gdzie przewijał się czerwony czterodrzwiowy kabriolet. Po krótkim śledztwie okazało się, że to jest przerobiona Simca 1301/1501. Skoro nie mogę znaleźć samochodu, który mi pasuje, to może poskładam go sobie z części?


* - jest też teoria, która wiąże wyniki testów z przepływami finansowymi między wydawnictwami a firmami motoryzacyjnymi, ale to są tylko niczym nie poparte spekulacje, prawda? ;-)

15 lip 2013

Ciężko się nie zgodzić...

... z tablicą rejestracyjną samochodu, który zobaczyłem wracając z pracy w miniony czwartek.

Zaintrygował mnie kolor tego Lambo i z ciekawości zajrzałem na mobile.de, gdzie wśród trzystu pięćdziesięciu Gallardo naliczyłem jedynie 5, słownie: pięć, granatowych egzemplarzy. Ale muszę przyznać, że całkiem mi się podoba. Może nie tak bardzo jak limonkowa Superleggera LP 570-4, ale na pewno bardziej od czerwonego Super Trofeo Stradale, które z racji koloru przez laika może być pomylone - o zgrozo - z Ferrari ;)

A skoro już wspomniałem o kolorach sportowych samochodów, to napiszę jeszcze o Ferrari 500 Superfast, które widziałem w czasie niedawnej wizyty w Louwman Museum w Hadze.

Ten zielony samochód należał do Jego Królewskiej Wysokości Księcia Bernharda, który był postacią niezwykle barwną i mimo wielu kontrowersji dość powszechnie lubianą przez Holendrów. Jedną z jego pasji było właśnie Ferrari. A że był stałym klientem firmy i bliskim znajomym Enzo Ferrariego, mógł prosić nie tylko o beżową skórzaną tapicerkę, czy metalizowany zielony lakier, ale także o zastąpienie standardowego silnika 5.0 mniejszym czterolitrowym. Ciekawe czy dostał rabat, czy mimo wszystko musiał dopłacić za ten swap.

Już miałem napisać, że w obecnych czasach taki downgrade raczej nie byłby możliwy, gdy przypomniało mi się Gallardo w wariancie LP550-2, które było nie tylko o 10KM słabsze od zwykłej wersji, ale też zamiast AWD miało jedynie tylny napęd.

PS. Na zdjęciu z Ferrari księcia Bernharda jest początek cytatu. Kto wie, jak ten cytat się kończy i czyje to słowa?

10 mar 2010

Geneva Motor Show 2010

Pod koniec zeszłego tygodnia byłem w Szwajcarii. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie trwał salon motoryzacyjny w Genewie. Postanowiłem więc wydłużyć sobie drogę do domu i sprawdzić, co ciekawego słychać w wielkim świecie.

Mansory nie wyszło z wprawy, ciągle robi jedne z najbardziej kontrowersyjnych projektów. Niestety ciągle też udowadnia, że auto po tuningu nie zawsze wygląda lepiej niż oryginał.


Bentley Flying Star pokazuje, że nadwozie typu shooting brake może wyglądać wspaniale, nawet w prawie pięciometrowej postaci.


Nie ustaje też moda na odkopywanie zapomnianych marek. Podobno można już składać zamówienia na pierwszy "od przed wojny" model Hispano Suizy. Cena? Około siedmiuset tysięcy, oczywiście euro.


Przy tej okazji warto wspomnieć Saaba, który co prawda nie zginął, ale był już jedną nogą w grobie. Osobiście wątpię, żeby udało się odmienić losy tego jakże zasłużonego producenta jedynie dzięki nowemu 95. Ale podobno w najbliższym czasie ma się pojawić baby-Saab, czyli konkurencja dla Mini, MiTo, DS3 i A1. Ciekawe, czy przejęcie stylistyki swojego dobroczyńcy, czyli Spykera, nie wyszłoby Saabowi na dobre.


Był też nowy Koenigsegg Agera, który w moim prywatnym rankingu konkurował o miano najładniejszego auta wystawy.


Oczywiście nie mogło zabraknąć Lamborghini i Ferrari. Gallardo LP 570-4 Superleggera to trochę przydługa nazwa, a kryje się za nią więcej KM i mniej kg. HY-KERS vettura laboratorio to nazwa tylko trochę krótsza, a oznacza hybrydową wersję Ferrari 599. Podobno to tylko +40kg i aż +100KM.


Jak już wspomniałem wcześniej, przy wyborze najładniejszego auta odrobinę się wahałem, ostatecznie wygrał Aston Martin Rapide jednocześnie detronizując Maserati Quattroporte w kategorii "co bym wybrał, gdybym był obrzydliwie bogaty i musiał kupić czterodrzwiowy samochód". Z wyborem auta najbrzydszego nie miałem najmniejszych problemów, tego nawet nie trzeba uzasadniać, wystarczy spojrzeć na zdjęcie.