Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

15 lip 2013

Ciężko się nie zgodzić...

... z tablicą rejestracyjną samochodu, który zobaczyłem wracając z pracy w miniony czwartek.

Zaintrygował mnie kolor tego Lambo i z ciekawości zajrzałem na mobile.de, gdzie wśród trzystu pięćdziesięciu Gallardo naliczyłem jedynie 5, słownie: pięć, granatowych egzemplarzy. Ale muszę przyznać, że całkiem mi się podoba. Może nie tak bardzo jak limonkowa Superleggera LP 570-4, ale na pewno bardziej od czerwonego Super Trofeo Stradale, które z racji koloru przez laika może być pomylone - o zgrozo - z Ferrari ;)

A skoro już wspomniałem o kolorach sportowych samochodów, to napiszę jeszcze o Ferrari 500 Superfast, które widziałem w czasie niedawnej wizyty w Louwman Museum w Hadze.

Ten zielony samochód należał do Jego Królewskiej Wysokości Księcia Bernharda, który był postacią niezwykle barwną i mimo wielu kontrowersji dość powszechnie lubianą przez Holendrów. Jedną z jego pasji było właśnie Ferrari. A że był stałym klientem firmy i bliskim znajomym Enzo Ferrariego, mógł prosić nie tylko o beżową skórzaną tapicerkę, czy metalizowany zielony lakier, ale także o zastąpienie standardowego silnika 5.0 mniejszym czterolitrowym. Ciekawe czy dostał rabat, czy mimo wszystko musiał dopłacić za ten swap.

Już miałem napisać, że w obecnych czasach taki downgrade raczej nie byłby możliwy, gdy przypomniało mi się Gallardo w wariancie LP550-2, które było nie tylko o 10KM słabsze od zwykłej wersji, ale też zamiast AWD miało jedynie tylny napęd.

PS. Na zdjęciu z Ferrari księcia Bernharda jest początek cytatu. Kto wie, jak ten cytat się kończy i czyje to słowa?

26 maj 2012

Szwedzka zagadka - Jaguar Mark 1

Być może niektórzy czytelnicy bloga pamiętają, notkę z zeszłego roku z dość zaniedbanym Daimlerem DS420. Tym razem trafiłem na bardzo zadbanego Jaguara. Ponieważ z czasem na pisanie nadal jest u mnie dość krucho, zaczynamy od jednego zdjęcia i zagadki: Co to za model?

Pod koniec weekendu postaram się rozszyfrować zagadkę i wrzucić kilka ciekawostek dotyczących tego Jaga.

EDIT: PPW odgadł prawidłowo to jest Jaguar Mark 1, który jednak w czasie, kiedy był produkowany wcale się tak nie nazywał. Model ze zdjęcia nazywa się po prostu Jaguar 3.4 litre i wszedł do produkcji w roku 1957. Jego mniejsza wersja z silnikiem 2.4 pojawiła się dwa lata wcześniej i nosiła równie niewyszukaną nazwę - Jaguar 2.4 litre. Chyba nawet w Jaguarze się zorientowali, że przydałaby się jakaś przyjaźniejsza nazwa i w firmowych folderach obie wersje określane też były mianem Saloon. W 1959 roku Jaguar gruntownie odświeżył konstrukcję - głównie pod względem stylistycznym (pojawił się też nowy silnik 3.8), a zmodernizowany model został nazwany Mark 2. I właśnie wtedy pierwsza wersja otrzymała nazwę Mark 1.

Nie był to zresztą pierwszy taki przypadek w historii. Podobnie miała się sprawa z Jaguarem Mark IV, który otrzymał tę nazwę dopiero w momencie pojawienia się na rynku następcy, czyli Mark V (ten z kolei został zastąpiony przez Mark VII i nie sposób odgadnąć, co się stało z VI). Przy okazji warto wspomnieć, że w przypadku "małych" Jaguarów, czyli Mark 1/2 zwyczajowo używa się cyfr arabskich (które zresztą wywodzą się z Indii), natomiast lina luksusowych limuzyn, czyli Mark IV-X oznaczana jest przeważnie cyframi rzymskimi.

Odkładając na bok nazewnicze zawiłości warto też wspomnieć, że Mark 1 był pierwszym Jaguarem o konstrukcji samonośnej. Tutaj chciałbym wtrącić drobną dygresję, usprawiedliwioną nazwą bloga: pierwsze samochody z nadwoziem samonośnym, takie jak Citroen Traction Avant, czy Lancia Lambda, pojawiły się już przed drugą wojną światową.

Drugą godną uwagi cechą Jaguara Mark 1 jest jego silnik - rzędowa szóstka produkowana w różnych odmianach od roku 1948 aż do 1992, czyli do zakończenia produkcji wspomnianego na wstępie tej notki Daimlera DS420. Pod maskę Mk1 pierwotnie trafił jedynie silnik 2.4 z niezbyt imponującą mocą 112bhp i zapewniający równie przeciętne osiągi. Sytuacja zmieniła się znacząco wraz wprowadzeniem silnika 3.4, który według ówczesnych standardów pomiarowych produkował 220bhp (czyli jakieś 180KM według dzisiejszych norm), który w wersji z manualną skrzynią biegów pozwalał rozpędzić Jaga do ponad 190km/h i zapewniał przyspieszenie do setki poniżej 10s.

14 wrz 2011

Szwedzkie kuszenie

Ostatnio niemal popełniłem kolejne szaleństwo motoryzacyjne, mianowicie bliski byłem podjęcia decyzji o zakupie Saaba 96 lub Volvo Amazon. Na szczęście w porę naszła mnie myśl (przy drobnej pomocy przyjaciół), że o takie auto trzeba dbać, a żeby o nie dbać, trzeba mieć czas. I pieniądze.

Bo nie jest problemem kupić samochód. Problemem jest go utrzymać w należytym stanie i nie będę szczególnie odkrywczy pisząc, że im samochód starszy, tym wymaga więcej opieki. Ale być może nawet to by mnie nie powstrzymało przed zakupem, bo przecież nie jedna już rzecz zaraz po zakupie wylądowała na przysłowiowym strychu - a i różne pojazdy zdarzało mi się "porzucać" na długie tygodnie - ale przecież samochód to nie jest zwykła rzecz. A już tym bardziej nie jest nią zabytkowy Saab czy Volvo.

Tak więc poddając się takiej argumentacji zrezygnowałem z zakupu szwedzkiego "weterana". Pomysł jednak nie umarł i nie wykluczam, że kiedyś do niego wrócę, a być może nawet zrealizuję. Kiedy? Jak będę miał i czas, i pieniądze.

12 wrz 2011

Tramwaje a ruch prawostronny

Trafiłem ostatnio na artykuł opisujący wprowadzenie ruchu prawostronnego w Szwecji, co miało miejsce 3 września 1967 r. Zmiana ta historycznie nie była ani pierwszą, ani ostatnią operacją tego typu, ale chyba najbardziej skomplikowaną logistycznie. Szwecja pod koniec lat sześćdziesiątych była już dość mocno zmotoryzowana, o czym może świadczyć fakt, że jeździło już wtedy całkiem sporo takich aut jak Saab 95/96, Volvo P1800, czy Volvo 140 (poprzednik słynnego 240).

Na tym kończy się motoryzacyjna część tej notki, więc czytelników, którzy łączą w sobie miłość do motoryzacji z nienawiścią do komunikacji publicznej ostrzegam, że dalsza część będzie o lekkich pojazdach szynowych zwanych popularnie tramwajami.

Otóż wbrew temu co zostało napisane we wspomnianym artykule, w 1967 roku tramwaje w Sztokholmie nie zostały całkowicie zlikwidowane. Przy życiu zostały dwie linie, które korzystały z wagonów z drzwiami po obu stronach, dzięki czemu dość łatwo można było je przystosować do ruchu prawostronnego. Faktem jest jednak, że obie linie położone są na peryferiach miasta, a z centrum tramwaje zniknęły na ponad dwadzieścia lat.

Dopiero w 1991 roku staraniem miłośników komunikacji miejskiej przywrócona została linia nr 7 łącząca Norrmalmstorg w centrum miasta z położonym na wschodzie Waldemarsudde. Linia została uruchomiona jako muzealna i obsługiwana była kilkudziesięcioletnimi wagonami pochodzącymi ze Sztokholmu, Goteborga i Oslo. W roku 2007 rada miejska zdecydowała unowocześnić oraz przedłużyć tę linię i w 2010 otwarto pierwszy nowy odcinek jednocześnie wprowadzając nowe wagony Bombardiera - Flexity Classic.

Prawdę powiedziawszy Szwedzi nie wykazali się przesadnym rozmachem. Tory wydłużono zaledwie o kilkaset metrów, a tramwaje zostały wypożyczone z Frankfurtu i Norrköping. Dopiero w sierpniu 2011 r. podjęto decyzję o dalszym rozwoju tej linii. Obawiam się jedank, że razem z wydłużeniem trasy, skurczy się, bądź zupełnie zniknie linia historyczna (obecnie oznaczona jako 7N). Byłoby to niepowetowaną stratą, tym bardziej że ciągle nie udało mi się zaliczyć jednej z głównych tramwajowych atrakcji Sztokholmu, czyli kawiarni w wagonie w jeżdżącym na tej linii.

Tu warto wspomnieć, że wszystkie sztokholmskie linie tramwajowe oprócz numerów mają także nazwy. Linia 7N nazywa się Djurgårdslinjen i pochodzi od wyspy Djurgården, po której przebiega większość trasy. Jeżdżąca po nieco dłuższej trasie linia 7 nazywa Spårväg City, co można przetłumaczyć jako tramwaj miejski. Pozostałe obecnie działające w Sztokholmie linie to:
  • 12 - Nockebybanan, co w wolnym tłumaczeniu oznacza kolejka do Nockeby (szwedzkie słowo "banan" ma dwa znaczenia, może to być po prostu banan lub tory/trasa/szlak),
  • 21 - Lidingöbanan, co jak nie trudno się domyślić, oznacza linię do Lidingö,
  • 22 - Tvärbanan, co z kolei można przetłumaczyć jako linia poprzeczna, jako że w przeciwieństwie do większości sztokholmskich torów omija centrum dużym łukiem i łączy ze sobą kilka linii kolejowych i dwie linie metra.
Ta ostatnia została otwarta na początku 2000 roku, czyli można powiedzieć, że jest jeszcze oseskiem w porównaniu z 12 i 21, które funkcjonują od roku 1914 i - jak już wspomniałem - swoje nieprzerwane istnienie zawdzięczają wykorzystywanym na niej wagonom z drzwiami po obu stronach. Wagony te powstały w latach 1946-52 i do tej pory ponad trzydzieści z nich, czyli mniej więcej jedna trzecia wszystkich wyprodukowanych, obsługuje linię 21.

Niestety nie miałem jeszcze okazji przejechać się tą linią, ale mam nadzieję, że uda mi się to przed jej planowaną modernizacją, bo co prawda nie mam wątpliwości, że w kilkudziesięcioletnich tramwajach komfort pozostawia wiele do życzenia, ale też ich urok jest niezaprzeczalny.

29 lip 2011

Ogrzewanie postojowe?

Od zeszłego tygodnia jestem na urlopie, ale w ramach nadrabiania zaległości blogowych wrzucam fotkę zrobioną pod moim sztokholmskim biurem.


Ta jakże zgrabnie wyprowadzona wtyczka służy zapewne do zasilania ogrzewania postojowego. Inne pomysły i sugestie można zamieszczać w komentarzach.

21 lip 2011

Daimler DS420

W czasie tej samej wycieczki rowerowej, podczas której trafiłem na europejską wersję pociągu drogowego, udało mi się wypatrzeć pojazd dużo krótszy, choć - jak na samochód osobowy - na pewno nie mały i zapewne dużo rzadszy.


Rozpoznałem markę, chociaż nie ukrywam, że znaczek na masce był pomocny. Ostatecznie w zidentyfikowaniu modelu pomógł mi dopiero Google. Okazało się, że jest to Daimler DS420 - jeden z pierwszych Daimlerów, który był tak naprawdę nieco poprawionym Jaguarem.

Niestety ciągle nie mam czasu na pisanie dłuższych notek, a szkoda, bo losy marki Daimler pełne są ciekawych wydarzeń i zwrotów akcji, chociaż ostatnie kilkadziesiąt lat to raczej równia pochyła zakończona przejęciem praw do marki przez Tata Group. Zastanawiam się, czy fakt, że w 2008r. pojawiły się zapowiedzi wskrzeszenia marki jako konkurenta dla Bentley'a i Rolls-Royce'a, jest profanacją porównywalną z kupnem Volvo przez Chińczyków, czy raczej znakiem czasów, w których światowi giganci pokroju Tata chcą i mogą produkować niemal wszystko, poczynając od chemikaliów i stali, na samochodach kończąc.

8 lip 2011

Skuter z kolcami

Skuter z poniższej fotki stoi czasami zaparkowany nieopodal biurowca, w którym pracuję. Nigdy wcześniej nie widziałem skuterowych opon z kolcami. Od czasu szwedzkiej zimy domyślałem się, że istnieją, ale nie sądziłem, że uda mi się je zobaczyć w środku lata.

28 cze 2011

S80 Limo i Mercedes nie-limo

Czy limuzynę da się zrobić z każdego samochodu? Zapewne tak, zresztą internet jest pełen różnych potworków, od Smarta poczynając, na niezliczonych Hummerach kończąc. Mimo wszystko widok rozciągniętego S80 przed jednym ze sztokholmskich hoteli nieco mnie zaskoczył.


Jakie inne limuzyny jeżdżą po Sztokholmie? Wieczorami, szczególnie w piątki i soboty, na ulicach pojawiają się Lincolny w różnych kolorach (ostatnio widziałem różowego i złotego). Co jakiś czas widuję też sześciodrzwiowego Mercedesa, chociaż akurat ten egzemplarz, nie licząc długości, z limuzyną ma niewiele wspólnego. Nawet szyby nie są przyciemniane, dzięki czemu widać, że dodatkowe drzwi służą do wsiadania na trzecią kanapę ustawioną po plebejsku, czyli w kierunku jazdy. A akurat wczoraj się dowiedziałem, że jeśli ktoś chce zobaczyć więcej sześciodrzwiowych Mercedesów, to powinien się wybrać na Cypr, gdzie modele V124 i V210, czyli E-klasa z powiększonym rozstawem osi i dodatkową parą drzwi są bardzo popularne wśród taksówkarzy.

22 cze 2011

Partner ze skrzynią

Jak pierwszy raz zobaczyłem Partnera ze skrzynią, pomyślałem, że to jakaś samoróbka. Ale po paru tygodniach spotkałem następnego, a któregoś dnia nawet dwa zaparkowane obok siebie. Wygląda na to, że w Szwecji taka wersja była dostępna w sprzedaży.



EDIT: Dziś znalazłem kolejnego Peugeota ze skrzynią, tym razem Experta. Przy okazji na zdjęcie załapała się niezła kolekcja dostawczaków.

20 cze 2011

Znalezione w sztokholmskim porcie

Pierwszy raz widziałem na żywo ciągnik siodłowy z naczepą i przyczepą mniej więcej dwa lata temu w Holandii. Prowadziłem wtedy samochód i prawdę powiedziawszy do tej pory nie jestem pewien, co dokładnie widziałem, poza tym że zestaw był w barwach TNT. Od tamtego czasu dokładnie oglądam wszystkie pomarańczowe ciężarówki, ale już nigdy nie udało mi się zobaczyć niczego, co by przypominało naczepę z przyczepą.

Aż do pewnego majowego weekendu, kiedy to w sobotni wieczór postanowiłem wybrać się na przejażdżkę rowerem po Sztokholmie - uprasza się o nie zamieszczanie szyderczych komentarzy wypominających mi liczbę kilometrów (nie)przejechanych pojazdami mechanicznymi w ostatnim czasie. Przejażdżka miała się ograniczyć do najbliższej wyspy, ale okazuje się, że nawyki z jazdy samochodem przenoszę na rower i zamiast trzymać się planu, po prostu pojechałem, dokąd droga prowadziła. Tym sposobem trafiłem do portu, gdzie stał taki zestaw:


Zastanawiałem się, jak go zdefiniować. Zajrzałem nawet do prawa o ruchu drogowym, gdzie znalazłem definicję przyczepy - pojazd bez silnika, przystosowany do łączenia go z innym pojazdem, oraz naczepy - przyczepa, której część spoczywa na pojeździe silnikowym i obciąża ten pojazd.

Przyglądając się zdjęciu można dojść do wniosku, że to jest "naczepa z naczepą", ale całość miała jedną rejestrację - fińską, co sugeruje, że według tamtejszego prawa jest to jeden pojazd. Jednak bez względu na definicję, wątpliwe, żeby udało się zobaczyć taki zestaw w Polsce, bo wg naszego prawa "długość zespołu 2 pojazdów nie może przekraczać 18,75 m, a 3 pojazdów - 22 m, z wyjątkiem zespołu pojazdów złożonego z pojazdu samochodowego i naczepy, których długość nie może przekraczać 16,5 m". A według moich pobieżnych obliczeń zestaw ze zdjęcia ma co najmniej 24 metry długości.

31 maj 2011

Gokart

Jeśli ktoś miał kiedyś szalony pomysł, żeby pojeździć gokartem po ulicach, to może się pocieszyć, że w swoim szaleństwie nie jest osamotniony.


Gokart ze zdjęcia jest zarejestrowany i jeśli dobrze się przyjrzeć to widać nawet lusterka i kierunkowskazy. Wygląda, że ktoś nim po prostu dojeżdża do pracy. Tego dnia, kiedy zrobiłem fotkę, widziałem go dwa razy - z rana i popołudniu. Za każdym razem ze świateł ruszał pierwszy, a załączony materiał dowodowy potwierdza, że i motocykle zostawiał w pobitym polu.

29 maj 2011

Zakaz jazdy na kolcach

Jak uważni czytelnicy zapewne zauważyli, ostatnio pojawiły się dwa wpisy ze Szwecji. Niniejszym ostrzegam, że z powodu nawału pracy, kilka kolejnych notek będzie pochodziło z tego samego miejsca. Również ich forma będzie zbliżona, to znaczy będą zawierały bardziej lub mniej ciekawe zdjęcie oraz zaledwie kilkuzdaniowy komentarz. Nieco bardziej ambitne notki mają szansę powstać, dopiero jak moje kierownictwo się nieco uspokoi i sobie przypomni, że tydzień roboczy ma czterdzieści godzin, a nie osiemdziesiąt.

Dziś fotka nawiązująca do poprzedniego wpisu, a dokładnie do opon z kolcami zamontowanych na "elektro-kawo-vanie". Znak zakazu jazdy na kolcach, wspomniany także w tej notce, wygląda tak:


Mogłoby się wydawać, że pod koniec maja taki zakaz nie ma już racji bytu, ale dzisiaj jeżdżąc po Sztokholmie wypatrzyłem jeszcze jeden samochód na zimówkach z kolcami. I to właśnie nieopodal ulicy, na której powyższy zakaz obowiązuje.

26 maj 2011

Mega Coffee Van

Dziś, dla równowagi po poprzednim poście, samochód z kawą, czyli Mega Coffee Van. Dość zabawna nazwa jak na autko, które jest niewiele dłuższe i szersze od malucha.


Powyższy egzemplarz "sprzedawał" kawę i "reklamował" Statoil na jednym ze sztokholmskich placów. Poszperałem trochę w sieci i okazało się, że producentem tej samobieżnej reklamy jest Aixam-Mega, czyli firma, która produkuje mikro samochody dość popularne w niektórych krajach europejskich ze względu na możliwość ich prowadzenia bez normalnego prawa jazdy.

Van ze zdjęcia ma napęd elektryczny, ale dostępne są także wersje z silnikami Diesla produkcji Kuboty o pojemnościach 400 i 599ccm. Ciekawe spostrzeżenia nasuwają się po przejrzeniu listy dostępnego wyposażenia, do wersji elektrycznej można sobie zamówić dodatkowe ogrzewanie napędzane... olejem napędowym. Nie pierwszy to raz, kiedy okazuje się, że prąd w bateriach nie jest idealnym "paliwem" do samochodu.

Na zakończenie polecam obejrzenie zdjęcia w pełnym rozmiarze i zwrócenie szczególnej uwagi na opony :)

16 maj 2011

Marzenie piwosza

Parę tygodni temu idąc do pracy trafiłem na poniższą scenkę:


Na zdjęciu nie widać, że po lewej stronie, tam dokąd prowadzą węże, jest restauracja. Za to uważny obserwator dostrzeże naklejki "Spendrups" na kabinie. Po dodaniu do tego informacji, że Spendrups to nazwa jednego z popularnych szwedzkich piw, nie trudno wyciągnąć właściwy wniosek. Tak! To jest cysterna pełna piwa.

Hmm... a gdyby tak się zatrudnić jako kierowca w browarze? ;-)

13 mar 2011

Krótka historia pewnej opony

Mam nadzieję, że stali czytelnicy bloga zdążyli się już oswoić z obowiązującą tu teorią, że samochody mają duszę, a być może także uczucia. A skoro duszę mają samochody, to niewykluczone, że poszczególne jego części też. Co prowadzi nas prosto do tematu dzisiejszej notki, którym jest opona, ale nie zwykła opona, tylko opona-modelka, którą codziennie widuję w drodze do pracy.

Przypuszczam, że wszystko zaczęło się niedługo po opuszczeniu fabryki w podrzeszowskiej Dębicy. Nasza bohaterka trafiła do Szwecji i zapewne już wtedy musiała pomyśleć, że w sumie nie jest źle, bo lepiej spędzić życie na oblodzonych i ośnieżonych, ale dość równych szwedzkich asfaltach niż np. na mazowieckiej wsi, gdzie droga bywa drogą tylko z nazwy. Być może także wtedy poczuła się jak przysłowiowy ubogi krewny, bo wyposażona jedynie w solidny zimowy bieżnik, nie mogła rywalizować z nordyckimi krewniaczkami odzianymi w porządne kolce.

Ale los czasami sprawia miłe niespodzianki. Nie wiadomym jest, jak dokładnie to się stało, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności kopciuszek zamienił się w księżniczkę i prosto ze skandynawskich śniegów trafił na miejskie salony... No dobra, trochę się rozpędziłem, wystawa sklepowa to jeszcze nie salony, ale przynajmniej jest sucho i ciepło. A w roli drugoplanowej, czyli podstawki pod but, też można zabłysnąć i zwrócić czyjąś uwagę, czego najlepszym dowodem jest powyższa notka i poniższa fotka.

29 gru 2010

Szwedzkie światła i zimówki

Jak wiadomo, rozsądni ustawodawcy (czy to aby nie jest oksymoron?) starają się dopasować prawo, w tym także przepisy drogowe, do lokalnych warunków. Na przykład tam, gdzie zima może dać się we znaki, przepisy nakazują jazdę na zimówkach, a gdzieniegdzie również z łańcuchami. Tam, gdzie obiad bez lampki wina lub kufla piwa jest nie do zaakceptowania, można prowadzić auto mając nawet 0,8 promila, z kolei tam, gdzie problem pijanych kierowców jest większy, limity są mniejsze*.

W Szwecji natomiast dozwolone jest montowanie dodatkowych świateł. Zapewne wynika to z faktu, że spora część kraju leży za kołem polarnym. A nawet w Sztokholmie, który leży "na południu", zimowy dzień trwa niewiele ponad sześć godzin.

Nie dane mi jeszcze było przejechać się nocą z takimi światłami, więc na razie wrzucę tylko zdjęcia w stanie spoczynku. Jak widać wybór kształtów i rozmiarów jest całkiem spory.



Poza dodatkowymi światłami, dozwolone i dość powszechne są zimówki z kolcami. I tu dochodzimy do absurdów w przepisach. Na jednej z najbardziej zanieczyszczonych ulic w Sztokholmie został wprowadzony zakaz jazdy na oponach z kolcami. W związku z tym kolega z pracy, który do tej pory, żeby dostać się z centrum do domu, musiał przejechać jakieś pięć kilometrów, teraz musi zrobić dwanaście. Zamierzony efekt został osiągnięty - zanieczyszczenie na wspomnianej ulicy podobno spadło. Ciekawe tylko, czy ktoś sprawdził poziom zanieczyszczeń na sąsiednich ulicach.


* - najbardziej wysuniętym na zachód krajem w Europie, w którym siedząc za kierownicą nie można mieć ani grama alkoholu we krwi jest Chorwacja.

22 paź 2010

Taxi-plotki

Nie wiem, czy to jest początek nowego cyklu na blogu, bo niezbadane są wyroki taksówkarzy, ale postanowiłem spróbować i prezentować tu plotki i niesprawdzone informacje zasłyszane w taksówkach. Na dobry początek informacja ze Szwecji.

Podobno od pierwszego stycznia przyszłego roku wszystkie (nowe?) taksówki w Sztokholmie muszą być napędzane biogazem. Podobno nie wchodzą w grę żadne diesle ani hybrydy. Podobno na nowe auto zasilane biogazem czeka się teraz sześć miesięcy. Podobno w całym mieście jest tylko dziesięć stacji sprzedających biogaz. Podobno biogaz dowożony jest do nich cysternami z "fabryki" oddalonej o jakieś 100km. I podobno owe cysterny napędzane są zwykłym olejem napędowym.

Ciekawe, ile w tym prawdy? :)

9 paź 2010

Sztokholmskie taksówki

Zdarza mi się czasami jeździć szwedzkimi taksówkami i dość szybko zauważyłem, że bez względu na wiek i markę, wszystkie auta - a przynajmniej wszystkie te, którymi do tej pory jechałem - mają skórzaną tapicerkę. W końcu za którymś razem spytałem kierowcę, czy jest jakiś przepis, który to reguluje. Okazuje się, że nakazu nie ma, ale korporacje "zalecają" skórę. Finansowo nie jest to szczególnie uciążliwe, bo większość dilerów ma specjalne pakiety dla taksówkarzy, w skład których wchodzi między innymi skóra i automatyczna skrzynia biegów.

Wygląda jednak na to, że najczęściej odwiedzanymi dilerami są te z szyldem Volvo i Saaba. Być może jest to motoryzacyjny patriotyzm, ale bardziej prawdopodobna jest motywacja finansowa - i Saab, i Volvo oferują spory wybór silników zasilanych biodieslem bądź etanolem (flexifuel), co skutkuje niższymi podatkami. Prawdopodobnie z tego samego powodu trzecią najpopularniejsza marką taksówek jest Toyota, pod postacią Priusów.